lenistwo frankowiczów

O hejtowaniu i lenistwie na przykładzie kredytobiorców we frankach

Do napisania tego artykułu skłoniły mnie negatywne komentarze pod moim poprzednim tekstem dotyczącym kredytobiorców we frankach – o pomocy kredytobiorcom we frankach raz jeszcze. Jak wiadomo moje zdanie na temat sytuacji, w której się znaleźli jest dla nich negatywne, ponieważ uważam, że sytuacja ta stanowi konsekwencję ich decyzji i teraz powinni je ponieść, tzn. radzić sobie z sytuacją na rynku walutowym bez państwowej pomocy. Od tamtego momentu cena franka szwajcarskiego spadła, w związku z tym hejterów również mniej. Jednak nie o tym teraz chcę napisać.

Otóż organizacja Pro Futuris przedstawiła frankowiczom sposób na skuteczną walkę z bankami, które nie godzą się na przewalutowanie ich kredytów po kursie obowiązującym w dniu podpisania umowy kredytowej. Walka ta miała polegać na zabraniu tym bankom swoich pieniędzy poprzez likwidację kont osobistych i lokat, a następnie przeniesienie ich do innych banków. Byłoby to skuteczne, ponieważ odpływ środków na tak szeroką skalę sparaliżowałby normalne funkcjonowanie banku, który musiałby ugiąć się przy żądaniach kredytobiorców we frankach. Ci w terminie spłacaliby raty, ale odcięli banki od wszystkich oszczędności.

W tym momencie po raz kolejny na jaw wyszło lenistwo frankowiczów, którzy nie podjęli próby. Pierwszy raz ujawniło się, gdy podpisywali umowę kredytową nie prześwietlając jej dokładnie. Nie sprawdzili wtedy czym jest ryzyko kredytowe, nie przeczytali opinii prawdziwych ekspertów. Przez brak inicjatywy i chęci działania poszli na łatwiznę powierzając kilkadziesiąt lat swojego życia doradcom kredytowym, którzy w ich oczach byli ekspertami i mieli wykonać wszystkie działania za nich. Kredytobiorca złożył tylko podpis i sprawdził stan konta. Tyle, że doradca w banku nie jest ekspertem, a jego zadaniem jest wywiązanie się  z planu sprzedażowego, tak jak sprzedawca obuwia musi sprzedawać buty. Ale skoro w banku i telewizji reklamują, że coś jest korzystne to po co sprawdzać?

W momencie zaciągania kredytów we frankach nikt nie próbował negocjować warunków w banku. To przecież wymagałoby wysiłku i wiedzy, której zdobycie kosztuje sporo czasu. Lepiej było cieszyć się niższymi ratami i tak jak wielu (nie wszyscy) drwić z kredytobiorców w złotówkach, że przepłacają i są „frajerami”. Przecież kredyt we frankach to niższa rata, niższe odsetki, a wartość nieruchomości ciągle rośnie. Nie pamiętam sytuacji, w której ktoś wtedy protestował, że bank go oszukuje, umowa jest niezgodna z prawem. Nikt nie mówił, że są to lichwiarskie warunki. Wszyscy się cieszyli, a przecież warunki były te same.

Lenistwo stanowi również przyczynę, przez którą do tej pory wielu „niezadowolonych i oszukanych” pozwala zarabiać bankom więcej niż to konieczne. Banki zarabiają na wysokich spreadach, ponieważ leniwym nie chce się samemu dokonać wymiany waluty. W dobie kantorów internetowych, aby dokonać takiej operacji nie trzeba nawet wychodzić z domu, a czynność trwa kilka minut. W zależności od wysokości kredytu pozwala to zaoszczędzić kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych rocznie. Nie zrobi tego za nas jednak państwo.

Po ostatnich wzrostach kursu franka szwajcarskiego odbywały się w kraju pikiety frankowiczów. Nie były jednak one liczne, ponieważ po raz kolejny ujawniło się lenistwo. Po co marznąć i tracić czas, skoro lepiej usiąść przed komputerem i w komentarzach narzekać jak to jest nam źle. Przynajmniej ciepło, a i na facebooka można zajrzeć.

Propozycja organizacji Pro Futuris nie mogła się przyjąć, ponieważ jakże męczące jest przeniesienie konta, ustawienie nowych poleceń zapłaty, poinformowanie pracodawcy o nowym nr rachunku czy zapamiętanie nowych kodów PIN i danych do logowania. Na samą myśl się odechciewa i lepiej już płacić wyższe raty i narzekać w internecie.

Oczywiście banki zdają sobie sprawę z lenistwa Polaków i nie mam tu na myśli wyłącznie frankowiczów. Dowodem na to niech będą ciągłe zmiany regulaminów i cenników opłat w trakcie trwania umowy. Przecież i tak mają pewność, że większość osób posiadających konto, nie zdecyduje się na przejście do konkurencji mimo wzrostu opłat czy pogorszeniu warunków. Liczba Polaków, która zmienia raz założone konto bankowe jest naprawdę niewielka, mimo ciągłych zmian warunków. Gdyby tak nie było to klienci zmienialiby bank, za każdym razem, gdy dostaliby korzystniejszą ofertę.

Podobne

O Autorze 

Finansista, który pokazuje ludziom na co zwrócić uwagę w kontaktach z bankiem czy ubezpieczycielem, czyli jak świadomie poruszać się w świecie finansów.

88 comments

  1. Mam w umowie to, że pensja ma wpływać mi na konto własnie w tym banku, więc zabranie konta nie wchodzi w grę, to po pierwsze. Po drugie wkurza mnie robienie ze mnie nieudacznika. Wystarczy, że banki zaczną PRZESTRZEGAĆ UMÓW i uwzględniać UJEMNY LIBOR w pełnym zakresie, bez żadnej łaski. Właśnie dlatego maja na swoich usługach takie szczekaczki jak Ty, by przekonać ludzi, że ktokolwiek chce czegokolwiek z budżetu.

    1. I o tym był ten artykuł. Zmiana rachunku do przelewu pensji polega na wypełnieniu, krótkiego wniosku. Wystarczy podać swoje dane osobowe i nowy nr konta, a potem przekazać pracodawcy. To jest właśnie lenistwo, o którym pisałem.

      1. Akurat mam kredyt w złotówkach, ale większość banków wymagała ROR w swoim banku na który wpływa wypłata. Byłoby to zerwanie umowy z bankiem.

    2. Świadoma manipulacja, świadome wprowadzanie w błąd. To tylko banki wymyśliły sobie, że w razie czego poratuje się frankowiczów z publicznych pieniędzy; Związek Banków Polskich złożył tego rodzaju propozycję. Zarówno prezydent elekt Andrzej Duda, jak i Jarosław Kaczyński, powiedzieli wyraźnie: żadnych publicznych pieniędzy nie można tu wydawać.
      Inaczej mówiąc, chodzi o to, żeby banki zwróciły ze swoich środków to, co w niezbyt uczciwy sposób, a może nawet niezbyt zgodnie z prawem zarobiły!

  2. Pan Gelimer chyba jasno się wyraził, że ma w umowie z bankiem w którym ma kredyt, wpisany obowiązek wpływu pensji na konto w tym banku- tak trudno to zrozumieć ?
    I nie chodzi tutaj o jego lenistwo – trzeba czytać ze zrozumieniem.

    1. A jeśli Pan Gelimer straciłby pracę? Wtedy nie wpływa pensja bo niby skąd? A raty można spłacać z pensji żony. Druga sprawa to takie zapisy w umowach były, tak samo jak to, że nie można było na własną rękę wymieniać waluty tylko bank za nas to robił i zarabiał na wysokich spreadach. Jednak te przepisy już od dawna nie obowiązują.

      1. Proszę przytocz przepis, który umożliwia niewywiązywanie się z zawartej umowy (tj. nieprzelewanie wynagrodzenia na konto w banku, pomimo wyraźnego zapisu w umowie kredytowej).

  3. Przyznam że tekst o niczym. Tak jak większość zauważa Polacy potrafią cieszyć się z czyjegoś nieszczęścia. Większość ludzi którzy brali kredyt we frankach była zmanipulowana ale i tak większość nie narzeka tylko hejterzy maja pożywkę. Tak jak było wspomniane jednostka jest skazana na porażkę w walce z bankiem. Oczekujemy tylko respektowania umów (uwzględnianie ujemnego LIBOru) a nie zmienianie przez banki jednostronnie zapisów i komentarz nie podoba się to wypowiedz umowę. Większość „frankowców” nie ma problemów ze spłatą wiec nie wiem po co te hejty

    1. Pisze Pan o manipulacji, a czy moją winą jest, że dorosły człowiek pozwala sobą manipulować?

    1. Myli się Pan. Artykuł nie jest sponsorowany, lecz stanowi wynik moich obserwacji. To, że w P.S. zamieszczona została informacja o promocji, która obowiązuje jeszcze przez 3 dni to element polityki tej strony, która ma również na celu informowanie o tego typu okazjach.

  4. Poziom artykułu jest żenujący. Autor przytacza swoje przekonania, a nie fakty. Oskarża frankowiczów, że nie są specjalistami w zakresie bankowości i finansów, tak jakbyśmy żyli w państwie bezprawia.
    Kredytobiorca ma prawo:
    – do rzetelnej i prawdziwej informacji o produkcie, który kupuje;
    – do prawdziwej informacji o ryzyku, w przypadku produktów spekulacyjnych;
    – do umowy nie naruszającej jego praw;
    – do ponoszenia kosztów wynikających wyłącznie z umowy;
    – do działania drugiej strony z poszanowaniem prawa i dobrych obyczajów.

    Te warunki nie zostały ze strony banków spełnione. To one wykazały się chciwością, arogancją i lenistwem, ponieważ nie dopełniły tak trywialnego obowiązku jak legalność zapisów w umowach.

    A autor niech się douczy i nie rozpętuje kolejnej wojny polsko-polskiej.

    1. A czy Pan potrafi określić jaka będzie cena franka za 3 lata? Takiego ryzyka nie da się określić. Co do umów, to w tej chwili wszyscy nagle stali się ekspertami i twierdzą, że są one nielegalne. Kilka lat temu byli z nich zachwyceni, a co jeśli jutro media zaczną trąbić o tym, że są legalne? Wtedy znów zmienicie zdanie jak chorągiewki? Co do poszanowania dobrych obyczajów to taki dobry obyczaj brzmi: zadłużaj się w walucie, w której zarabiasz.

      Pisze Pan o naruszaniu prawa w umowach. Przecież biorąc kredyt na 200 czy 300 tysięcy można było odżałować 200zł i udać się po niezależną poradę prawną, czy dana umowa nie narusza moich praw. Ale po co skoro mogę płacić raty dużo niższą niż sąsiad, który wziął kredyt w złotówkach bo jest „frajerem”. To dopiero była wojna polsko-polska.

      1. Szanowny Panie,

        a czy biorąc kredyt w złotówkach jestem chroniona?
        wzięłam kredyt w 2007 r. Ratę miałam 2.700. Po pół roku już 3.300.
        I co, byłam głupia? Kredyt to kredyt, ryzykuje się i tyle. Mogę znacznie wzrosnąć stopy procentowe i zmieni się sytuacja na rynku. Poza tym- w racie 3.300 zł spłacałam kapitału tyle, że musiałam go z lupą szukać na wyciągach bankowych dot.kredytu…
        Ale… Niestety, jesli ktoś nie dostał spadku, nie ma bogatych rodziców, chce założyć rodzinę, rodzice mieszkają w 2 pokojowym mieszkanku w małym miasteczku,gdzie nie ma pracy, to co innego można zrobić aniżeli się zakredytować?
        Trzeba takim ludziom pomóc – wymusić na bankach aby STOSOWAŁY się do umów,które same tworzyły, bo przez to że frankowicze walczą teraz o swoje to oni są nazywani złodziejami a nie banki przez ludzi takich jak Pan.
        Proszę przestać SZCZUĆ ludzi na siebie wzajemnie!!!!!

  5. Dlaczego miałabym wydawać pieniądze na poradę prawną, skoro poszłam po kredyt do banku (rzekomo instytucji zaufania publicznego), a nie do piekarni. Zapewne według pana to było naiwne, że do głowy mi nie przyszło, że zostanie mi zaproponowana do podpisu umowa zawierająca klauzule zabronione prawnie. Pan wydaje się być właśnie takim małym (nie mającym z pewnością udanego życia rodzinnego, o ile w ogóle jakiekolwiek pan je ma…) i wrednym „mądrym” finansistą. Mało pan wie o życiu i ocenia innych „lekką rączką” bez rzetelnego zaznajomienia się z tematem. W sumie to żal mi pana.
    Pozdrawiam

    1. Ponieważ idąc do banku jest Pani takim samym klientem, jak w sytuacji, gdy idzie Pani do przykładowej piekarni. Bank to instytucja nastawiona na zysk.

      Co do spraw prywatnych, które Pani poruszyła w tym komentarzu, to nie ma Pani podstaw do takich tekstów. Tekst dotyczy kredytów we frankach, a nie mojego życia prywatnego. Odsyłam do strony – o mnie. Widocznie to Pani zabrakło merytorycznych argumentów, więc postanowiła Pani mnie obrazić, żeby poczuć się lepiej.

      1. Lekarz również działa dla zysku. Czy w takim razie obowiązkiem każdego jest podważać diagnozy lekarzy i ingerować w proces leczenia według własnych przekonań?

  6. Ok, może komuś MUSI pensja wpływać na dane konto. I niech wpłynie. ale następnego dnia, po zrobieniu wszystkich niezbędnych przelewów, mozna ją WYPŁACIĆ i schować w skarpecie. w końcu ror i tak jest nieoprocentowany

    1. Można założyć konto w nieskompromitowanym banku np. Spółdzielczym. Maja karty ( co prawda tych samych dwóch firm) maja obsługę internetową, – można

  7. Widzi pan – ja wychodzę z założenia, że jesli instytucja nastawiona jest na zysk to nie poprzez łamanie prawa, ale w oparciu o prawo (pan zakłada od razu odwrotnie i z góry wietrzy podstęp – sugerując wizytę u prawnika przed zawarciem umowy o kredyt). Ciekawe, że pan taki podejrzliwy jest…w każdej dziedzinie życia tak pan ma? Teraz to mi pana podwójnie żal – żyć tak w ciągłym strachu, czy aby mnie nikt nie oszuka itp.
    Odnośnie nawiązania do pana życia rodzinnego (lub jego braku…) to napisałam tak celowo, by uświadomić panu, jak łatwo jest coś stwierdzić powierzchownie, tylko na podstawie własnego – jedynego słusznego (idąc pana tokiem myślenia) – spostrzeżenia (rzekomo niby po „liźnięciu” małej dawki danego tematu,ale jednak za małej). Zatem, przechodząc do konkluzji – sugerując brak występowania u pana udanego życia rodzinnego zachowałam się dokładnie tak, jak pan – oceniając ludzi, którzy posiadają kredyty w pln waloryzowane do chf,a nie w chf (drobne sprostowanie, ale szalenie istotne w prawie bankowym – może warto, by się pan zapoznał).
    Pozdrawiam

    1. Nie zakładam, że idąc do banku ten mnie oszuka, ale kredyt hipoteczny to zobowiązanie praktycznie na połowę życia. Dlatego warto sprawdzić. To coś poważniejszego niż pójście do banku i założenie konta.
      Co do Pani wypowiedzi na temat tego, że nie były to kredyty we frankach tylko przeliczane to czy frankowcy tego nie wiedzieli? Nie znali tego warunku? Poza tym nawet, gdyby w tamtym okresie otrzymali franki to i tak wymieniliby je od razu na zł, ponieważ żyjemy w Polsce i płacimy w zł za mieszkania czy materiały budowlane. A żeby oddać te franki i tak trzeba byłoby wymienić zł na franki po obecnym kursie.

  8. bardzo proszę o nie generalizowanie i nie wrzucanie wszystkich do jednego worka.
    brałem kredyt w chf w 2005, potem w 2008. przed wzięciem kredytu jednego i drugiego umowa została bardzo dokładnie przepatrzona, to co można było zmienić w umowie zostało zmienione, marża była długo negocjowana – to w kwestii umowy.
    w kwestii ryzyka – długo się zastanawiałem, czy brać w chf, czy w PLN – pytałem ludzi którzy się na tym znali (nie, nie doradców kredytowych czy „finansowych” – tych omijałem szerokim łukiem), którzy długo siedzieli i siedzą w rynkach finansowych. i co? na tamtą chwilę nie było widocznych przesłanek, żeby NIE brać w chf. oczywiście ryzyko zawsze było słyszałem, ale popatrz sobie historycznie jak się zachowują waluty w stosunku do PLN. potem przyszedł kryzys w 2008 roku, który pociągnął za sobą w dół akcje, sporo firm padło i inwestorzy zaczęli szukać bezpiecznej przystani. był nim na nieszczęście chf. ale tak naprawdę przed kryzysem NIKT nie wiedział jak to się skończy, jakie będą skutki i czy w ogóle będzie kryzys. jeśli ktoś mówi inaczej, to KŁAMIE. no dobra, mogli to wiedzieć szefowie naprawde dużych graczy z NY czy Londynu. podobnie ogromnym zaskoczeniem był komunikat banku szwajcarskiego, że zaprzestają bronić swojej waluty. efekt? 15 stycznia na wykresie chfpln. za kilka dni korygują swoje komentarze, ze nie mieli już kasy na obronę kursu 1,2eurchf, dlatego będą operować stopami procentowymi. czyli bank dał ciała wydając błedne komunikaty. czy ktoś mógł się tego spodziewać np. 14 stycznia? NIKT się tego nie spodziewał.
    co do hejtu – ja widzę komentarze jak to niefrankowcy wyzywają frankowców. nie wiem czemu, chyba żeby dokopać komu sie tam gorzej powiodło, innego motywu nie widzę i nei rozumiem czemu sie to robi. nie jestem hejterem to i nie zrozumiem. nie rozumiem też jak frankowcy mogli kiedyś nasmiewać się z tych co wzięli kredyty w pln, mogło tak być. ja się z tym nie spotkałem.
    jeszcze jedna rzecz – myślicie że banki zarabiały na tych wszystkich kredytach – w sensie na tym, że teraz chf wzrósł? nie, nie zarabiały na tym. było to dla nich neutralne i przewalutowanie teraz tych wszystkich kredytów spowodowałoby, że banki poniosłyby ogromne straty (mówi się o 27 mld w skali wszystkich banków), więc jest pat, a banki mają duży prolem…
    acha, w tej chwili rata mojego kredytu jako całość jest niższa niż przed 15 stycznia, a jej struktura jest taka, że kapitału spłacam więcej niż wcześniej. chf teraz spada, więc na dobrą sprawę, jak bym nie liczył jest lepiej niż dwa miesiące temu. liczyłem też jak się ma mój kredyt (całościowo – w całym okresie spłaty) do kredytu w PLN. wychodzi mi że w chf nadal bardziej się opłaca.
    oczywiście jestem mądrzejszy niż kilka lat temu i kurs chf staram się zabezpieczać na jakieś pół roku do przodu. chociaż tyle mnie ta cała sytuacja doedukowała ekonomicznie.
    nie życzę nikomu źle, ale jak już tak wszyscy eksperci piszą o ryzyku walutowym, to może też niech wspominają o ryzyku stóp procentowych. czy mając kredyt w pln jesteście w stanie się przed tym zabezpieczyć jakimiś swapami? pamietacie jakie były % w latach 90? http://stooq.pl/q/?s=plopln3m&c=30y&t=l&a=lg&b=0 a może idiotyzmem jest brać w ogóle kredyty?
    pozdrawiam

    1. Wreszcie mądry i rzeczowy komentarz. Oczywiście są frankowcy, którzy mają racjonalne podejście, ale z moich obserwacji wynika, że większość nie myśli tak jak Pan. Zgadzam się, że tego nie dało się przewidzieć, ale z tego wynika, że banki również nie mogły tego przewidzieć więc czemu ludzie ich oskarżają. Zgadzam się również z tym, że banki nie zarabiają na tym, że frank zamiast 2,5 kosztuje powiedzmy 4 zł. Banki zarabiają na spreadach czyli kosztach wymiany. Poza tym na oprocentowaniu i opłatach.
      Co do ryzyka kredytobiorców w złotówkach to również występuje jednak jest ono niższe niż przy kredytach we frankach. Każde długoterminowe zobowiązanie wiąże się z ryzykiem. Jednak należy robić wszystko, żeby je minimalizować.

      1. „Co do ryzyka kredytobiorców w złotówkach to również występuje jednak jest ono niższe niż przy kredytach we frankach. Każde długoterminowe zobowiązanie wiąże się z ryzykiem. Jednak należy robić wszystko, żeby je minimalizować.”
        bardzo podobną argumentację słyszałem w 2005 jak pytałem czy brać kredyt w chf – jest ryzyko, ale jest ono bardzo niskie :)
        odnośnie długoterminowych zobowiązań – zgadzam się i to by znaczyło, ze kredytów nalezy się wystrzegać
        pozdrawiam

        1. A na jakiej podstawie miało być niskie?
          Co do wystrzegania się kredytów długoterminowych to warto to robić o ile tylko sytuacja na to pozwala. Jednak zazwyczaj nie pozwala, więc trzeba wybrać kredyt, który jest sprawdzony i obarczony niskim ryzykiem.

      2. Nie zgodzę się z tym że banki nie mogły przewidzieć, mogły przewidzieć bo już takie wałki zastosowały w innych krajach wcześniej i zostały za to ukarane. Jestem nawet przekonany że akcja zostało drobiazgowo przygotowana i zrealizowana w szczegółach. Proszę sobie przypomnieć jaka panowała atmosfera wokół kredytów: wszystkie telewizje , dziennikarze, reklamy mówiły jednym głosem: CHF!. A głosu rozsądku ze strony KNF ( wtedy był Nadzór Bankowy) , ministra finansów, mądrali ekonomistów Or.., Bel.. Bal..itp. nie było .
        O tych wcześniejszych wałkach specjaliści ww na pewno się uczyli w szkole.
        A kredytobiorcy niestety nie wiedzieli o tych wcześniejszych wałkach.
        To co będzie Pan obiektywny czy tak jak reszta publikatorów ( włącznie z TVP)

        1. Dlatego nie ma co wierzyć specjalistom i doradcom. Ich zdanie trzeba brać pod uwagę, ale należy również zasięgnąć wiedzy samemu. W Internecie można znaleźć wszystko.

      3. Proszę trochę poczytać, zanim zacznie się Pan wypowiadać. Podobne toksyczne kredyty banki pchały w USA już w XX wieku, potem w Australii, Europie Zachodniej i na koniec u nas. W każdym z tych przypadków scenariusz był taki sam. Banki doskonale wiedziały o tym, co wprowadzają na rynek. KNF, jako profesjonalny nadzór, również powinien to wiedzieć i odpowiednio zabezpieczyć interes obywateli. Najwyraźniej nadzór, jak całe państwo, istnieje tylko teoretycznie.

        1. Trzeba było to przeczytać przed zaciągnięciem kredytu i go nie brać skoro wcześniej było tak samo. Podobnie jak z amber gold – ludzie wiedzieli, że to piramida i w pewnym momencie przestanie być wypłacalna, jednak liczyli, że nastąpi to po upływie ich lokaty żeby mogli więcej zarobić. Cwaniactwo.

      4. Jak ktoś obserwuje historie tzw frankowiczow, to zdaje sobie sprawę, ze problemem nie jest wysokość raty! Nie mam absolutnie problemu ze spłata bieżących zobowiązań, niech mi nawet ta rata wzrośnie o 300 zł, co tam. Problemem jest rosnący kapitał. Problemem jest to, ze mieszkania sa niesprzedawalne. Sa sytuacje losowe, niestety częste – rozwody- mieszkaniem nijak nie można sie podzielić, nie można sprzedać. W przypadku śmierci, dzieciom zostaje ogromny dług- moi najbliżsi sa poinformowani, ze w razie czego musza go odrzucić. W tej chwili obserwujemy historie Ludmiły – tzw. frankomiczki, młoda kobieta, samodzielnie wychowuje 11 letniego syna. Zachorowała na stwardnienie zanikowe boczne, szanse na przeżycie marne, i co? Kapitał kredytu urósł o 80%, mimo, ze spłaca go od 2007 roku. Syn zostaje z niczy. Kwota długu nie moze rosnąć- mogą sie zmieniać odsetki, byc naliczane odsetki karne, ale udzielony dług nie moze rosnąć!

  9. Panie Grzegorzu (baczny obserwatorze rynków światowych). Artykuł o niczym. Totalna ignorancja i nieznajomość tematu. Ale dlaczego mnie to nie dziwi (spoglądając na zakładkę „o mnie”). Niech sie Pan lepiej skupi na pracy magisterskiej. Liźnięcie studenckiej teorii nie upoważnia Pana do wydawania sądów o ludziach i sprawie, o której nie ma Pan bladego pojęcia. Coś Pan przeczytał w mainstreamowych mediach ale nie do końca zrozumiał, o co chodzi. Proszę mi wierzyć, to jest bardziej skomplikowany problem (w aspekcie prawnym i finansowym) niż się Panu wydaje. Trochę więcej pracy nad tematem – ale to trzeba chcieć.
    Do profesjonalizmu w obiektywnej ocenie sytuacji jest Panu jeszcze bardzo daleko. Jak na razie Pana artykuł to zwykła amatorszczyzna.
    Nieznajomość tematu…..szkodzi.

    1. Za to Pani profesjonalizm zwala z nóg. Napisać, że ktoś się na czymś nie zna, jest amatorem i poprzeć to tylko wiekiem i wykształceniem. Czasami młody człowiek potrafi więcej niż doświadczony i stary. Wystarczy powiedzieć, że wtedy słuchaliście doświadczonych doradców finansowych i macie za swoje. Bo oni byli doświadczeni ale w sprzedaży. W związku z tym czekam na pani argumenty.

    2. Niestety, poczytał Pan sobie coś na internecie i powiela głupoty…
      Czy miliarder,który stracił pieniądze, bo zmieniła się sytuacja na rynku to idiota?
      NIE, miał pecha.
      Proszę nie wyzywać (niejednokrotnie) biednych ludzi, którzy chcąc mieszkać na swoim zaryzykowali i wzięli kredyt na mieszkanie. Trochę szacunku.

      1. Strata powstaje ze względu na ryzyko. Taki miliarder jest tego świadomy, frankowicze powinni być, ale uważają, że nie wiedzieli co to ryzyko… chyba powinni?

  10. Szanowny Panie autorze
    Czy Pan konsultuje ze swoimi prawnikami przebieg pańskiego leczenia (tu może chodzić o pańskie życie)? Czy raczej ufa pan lekarzowi?
    Ad ryzyko walutowe, przypominam, że według ówczesnych zapewnień Tuska, już dawno o tej porze mieliśmy mieć euro w tym naszym umęczonym kraju.

    1. A według zapewnień Wałęsy miała być Japonia… i co z tego wyszło? Chyba bardziej powinniśmy ufać sobie i swoim decyzjom opartym na wiedzy niż zapewnieniom polityków.
      Co do lekarzy z nimi umów nie podpisuję? Ale jeśli lekarz powiedziałby mi, że mam raka to udałbym się do innego żeby to potwierdzić.

    1. Świetny, merytoryczny komentarz. Zawiera tak dużo argumentów, że chyba przestanę pisać i zamknę stronę ;)

  11. Szanowny Panie Grzegorzu Woźniaku,

    Jak wynika ze strony ma Pan obecnie 24 lata. Tak więc w latach, kiedy intensywnie były sprzedawane kredyty w CHF, czyli 2005-2008, miał Pan jakieś 15-18 lat i bardzo niewiele wiedział Pan prawdopodobnie o życiu. Obecnie też raczej niewiele Pan wie – twierdzę tak, z uwagi na brak elementarnego poczucia pokory. Pokory uczy życie. Pan tej pokory do tej pory nie posiada.

    Ale przejdźmy do meritum, gdyż lubi Pan merotyroczne teksty. Zważywszy na Pana wiek, zapewne Pan nie pamięta, iż kiedyś banki były rzeczywistymi insytucjami zaufania publicznego i tak w rzeczywistości były postrzegane przez ludzi. Ludzie przychodzili do banku w dobrej wierze. Obecnie „instytucje zaufania publiczniego” to tylko czysty slogan.

    Idąc do jakiejś instytucji w dobrej wierze, oczekuje się z jej strony zwykłej uczciwości kupieckiej. Banki zaproponowały „produkt finansowy” (jeśli takie coś istnieje?!) o nazwie „kredyt hipoteczny w CHF”, który nie do końca był tak naprawdę kredytem w CHF, gdyż nie był podparty lokatami w CHF, tylko bazował na instrumentach finansowych typu SWAP. Tak więc konstukcja kredytu była od samego początku w świetle prawa wadliwa.
    Pomiając wadę konstrukcji „tego produktu” u samej podstawy, co właśnie jest podnoszone przez prawników w celu obalenia umowy kredytowej (która tak naprawdę wg wielu prawników nigdy nie istniała) i zakładając, że banki miały CHF na swoich kontach, które mogły pożyczyć, na klienta (najczęściej laika), były przez bank przenoszone 2 ryzyka: ryzyko kursu walutowego (CHFPLN) i ryzyko stopy procentowej (LIBOR 3M lub LIBOR 6M). „Doradcy bankowi”, a w rzeczywistości wynajęci sprzedawcy byli bardzo mocno premiowani za sprzedaż kredytów w CHF. SPRZEDAŻ!!! Klient przychodzący do banku, jako instytucji zaufania publicznego w dobrej wierze, uzyskiwał znacznie wyższą zdolność kredytową w CHF niż w PLN!!! (a gdzie ryzyko kursu walutowego???) Co oznacza, że bank bagatelizował ryzyko kursu walutowego. Ma to istotne popracie w prognozach praktycznie wszystkich wielkich instytucji finansowych z całego świata, z których żaden nie prognozował znaczącej deprecjacji PLN w stosunku do CHF.
    Sam „pseudodoradca” a w rzeczywistości zwykły akwizytor bankowy, na ew. pytanie dotyczące ryzyka walutowego bagatelizował je, przedstawiając prognozy ekspertów i zachęcając do zaciągnięcia kredytu w CHF (gdzie często tylko w CHF była zdolność kredytowa na zakup własnego domu, o którym przecież też Pan tak marzy!). Ludzie mający 25-45 lat zaciągali kredyty, które na tą chwilę były w ofercie banków, szczególnie, że wszelcy pseudoeksperci zakładali wieczną hossę i dalsze umacnianie PLN w stosunku do CHF, a jeśli miałoby nastąpić osłabienie to przecież niewielkie. W związku z czym kredyt w CHF był prezentowany w bardzo pozytywnych barwach, a głównym argumentem przedstawianym przez akwizytorów była wysokość raty. Wszelkie ryzyka były bagatelizowane.

    W 2008 nadszedł krach, który zdruzgotał krajobraz finansowy na całym świecie. Saldo zadłużenia z tytułu kredytów w CHF drastycznie podskoczyło (kolejne skokowe wzrosty kursu CHFPLN, mieliśmy w kolejnych latach – 2011 i 2015). Kredyty w CHF stały się nie tylko problemem systemowym (jak je postrzega KNF i NBP), ale również problemem społecznym. Wszystkie ryzyka zostały z siłą wodospadu zepchnięte na kredytobiorców CHF, mimo iż dzięki nim świetnie prosperowały wcześniej (m.in. branża deweloperska, banki – w dużej mierze transferujące zyski za granice naszego kraju, akwizytorzy bankowi (nazywani doradcami), media biorące pieniądze za reklamy kredytów w CHF, itd.). Pragnę zauważyć, iż żadna z tych instytucji lub osób, nie poniosła straty związanych z ryzykiem walutowym – całość została przesunięta na kredytobiorcę.

    Jak Pan na pewno doskonale sobie zdaje sprawę, lub doczyta przy okazji końcówki Pana studiów w kodeksie cywilnym, występuje takie pojęcie jak „konsument”. Konsument ze swojej natury jest znacznie słabszą stroną umowy niż profesjonalista bank. Dla przykładu, za bankiem jako profesjonalistą stoi zasób wielomiliardowego kapitału, sztab prawników, wyszkoleni sprzedawcy, wiedza, doświadczenie, itp. Za plecami konsumenta najczęściej nikt nie stoi. Bazuje on często na reklamach, na tym co wyczyta w internecie, lub zwykłej niekiedy naiwnej wierze w drugiego człowieka. Prawo naturą rzeczy powinno więc chronić konsumenta, przed nadwyrężaniem prawa przez profesjonalistę (stąd m.in. instytucje typu UOKiK).

    Tymczasem bank jako profesjonalista, za pomocą regulaminu wprowadza sobie często dowolne zmiany, takie jakie chce. Przykładem takiej zmiany z rażącym pogwałceniem prawa konsumentów, jest jednostronne wprowadzenie do regulaminu stosowania stopy 0%, w przypadku gdy LIBOR CHF zszedłby poniżej 0% (sytuacja, która obecnie ma miejsce). Jak Pan już wie, albo może się Pan w przyszłości dowie z lekcji inżynierii finansowej, lub instrumentów pochodnych, tego typu dodatek nazywa się „OPCJĄ FLOOR”. Taka opcja floor na dolny pułap stopy procentowej LIBOR CHF 3M = 0% PRZEZ CAŁY OKRES TRWANIA KREDYTU, kosztowałaby na rynku ok. KILKADZISIĄT TYSIĘCY ZŁOTYCH (DO KAŻDEGO KREDYTU!!!). Tymczasem banki wprowadziły ją sobie jednostronnie, po prostu zmieniając regulamin… Jeśli to nie jest pogwałcenie praw konsumenta to jak Pan to nazwie? To teraz może kredytobiorca CHF w odpowiedzi na działania banku powinien wprowadzić sobie swój dodatek, że spłaca kredyty w CHF po kursie CHFPLN = 1,00? Czemu nie?

    Jeśli Pan w swojej ignorancji i pogardzie do ludzi mających kredyty w CHF nie przeoczył drobnego faktu, to na pewno Pan wie, że na niepokornych klientów, banki działające w Polsce mają specjalny instrument z epoki stalinizmu – BTE (Bankowy Tytuł Egzekucyjny). Polska jest jedynym krajem na świecie, gdzie takie coś jeszcze funkcjonuje!!!

    Jak Pan doskonale widzi nie wszystko jest takie jednokolorowe, jak chce Pan wiedzieć. Stąd rolą Państwa nie jest spłacanie kredytów w CHF za kredytobiorców, tylko poprawna regulacja sektora z wyrównaniem szans między profesjonalistami a konsumentami (w tym przypadku między bankami, a kredytobiorcami). I tego też domagają się kredytobiorcy CHF! Porządnego traktowania przez Państwo!

    Zapewne, przy okazji naśmiewania się z kredytobiorców CHF, na swój wymarzony dom, rozważa Pan zaciągnięcie kredytu w PLN. Niestety mam dla Pana złą informację. Kredyty hipoteczne w PLN są oferowane jako kredyty ze zmienną stopą procentową. Oznacza to, że banki przenoszą na kredytobiorców ryzyko zmiany stopy procentowej. Tym samym „produkt finansowy” o nazwie „kredyt hipoteczny PLN” zawiera w sobie wbudowane ryzyko stopy procentowej; mimo, że banki reklamują go jako kredyt z RATĄ STAŁĄ, to nie ma on z tym nic wspólnego!

    Kredytobiorcy PLN obecnie szydzą z kredytobiorców CHF, z uwagi, że niby ci co brali kredyty w PLN byli tacy mądrzy, a ci co brali kredyty w CHF byli debilami… Niestety mam dla nich przykrą informację. Era niskich stóp procentowych prędzej czy później się skończy, co może oznacząc w perspektywie 10 lat znaczące podwyższenie stopy procentowej. Obecnie WIBOR wynosi 2% (dla kredytu na 500k – roczny koszt odsetek wynosi 15k PLN (zakładając 1p.p. marży banku), co daje ok. 1,25k PLN raty odsetkowej miesięcznie). Wzrost WIBOR do 10% (co wcale nie jest niemożliwe, zważywszy na historię) – mamy wzrost rocznego kosztu odsetek do 55k PLN, co daje 4,58k samej raty odsetkoej miesięcznie!).
    Dodawszy do tego ratę kapitałową na poziomie np. 1,5k PLN miesięcznie, mamy podskok raty całkowitej z 2,75kPLN do 6,08kPLN. Zapewne w książkach napisali, że to jest niemożliwe. Życie jednak uczy pokory… Jeśli dojdzie do takiej sytuacji w przyszłości, to obecne protesty frankowców, będą dziecinadą w porównaniu do tego co zrobią PLNowcy…

    Pan zapewne wie jak się doskonale obronić przed tą sytuacją. Zaciągnie Pan kredyt ze stałym oprocentowaniem i tyle! Tylko, że to jest obecnie w Polsce niemożliwe!!! No to na pewno skonstruuje Pan sobie sam taką stałą ratę doskonale dobierając przepływy pieniężne za pomocą kredytu hipotecznego opartego o WIBOR i kontraktów futures na WIBOR. Tylko, że na rynku nie znajdzie Pan instrumentów finanosowych na WIBOR, lub opcji CAP. Tylko niech Pan spóbuje tanio zabezpieczyć (za pomocą FUTURES WIBOR), lub ubezpieczyć (za pomocą CAP WIBOR), swój drobniutki kredycik (jak na ocean finansowy) w rzeczywistości i do tego niskim kosztem (a nie tylko za pomocą książek). Życzę powodzenia! ;)

    Szczerze nie życzę, by pokory Pan się uczył na swoich błędach, ale życie jest brutalne i jak mantra powraca hasło „kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”. Tego typu podejście, jakie Pan prezentuje na swoim blogu w stosunku do kredytobiorców CHF, powraca rykoszetem. Niech Pan o tym pamięta, pisząc kolejny wpis w swoim wspaniałym blogu!

    M.

    1. Mimo, iż Pana komentarz jest krytyczny wobec moich opinii, to cenię takie podejście do sprawy, ponieważ przedstawił Pan swoje argumenty. Spróbuję odnieść się do tego co Pan napisał.
      Zacznę od mojego wieku, wykształcenia i pokory. To, że w 2008 roku miałem dopiero 18 lat nie oznacza, że nie interesowałem się finansami. To zawsze mnie interesowało i często czytałem różne artykuły o finansach, zwyczajnie wolałem obejrzeć program o finansach niż jakiś serial. Znam też kilka osób z kredytami we frankach i wiem jak podchodzili wówczas do sprawy. To, że dopiero kończę studnia nie odzwierciedla tego jaką mam wiedzę. Pokora nie oznacza, że nie można mieć własnego zdania na ten temat i go bronić.
      Idzie Pan do banku w dobrej wierze, ale w takiej samej dobrej wierze idzie Pan do sklepu z elektroniką, w którym sprzedawca – doradca wciska Panu taki telewizor, który oznacza najwyższą marżę dla sklepu. Za to jest premiowany i taki ma cel. Dlatego też zachwala Panu, że to najlepszy model, jednocześnie mówiąc o wadach innych modeli. Teraz to od Pana wiedzy zależy czy sprawdzi Pan sam czy ślepo zaufa jego opinii.
      Oczywiście klient podpisując umowę kredytu we frankach ponosi jej ryzyko, tak samo jak klient w złotówkach ponosi ryzyko związane ze stopami procentowymi. Media i eksperci nigdy nie będą ponosiły takiego ryzyka mimo, iż wygłaszają swoje teorie. To jest normalne dla myślącego człowieka.
      Tak konsument jest słabszy niż instytucja tu się zgadzam. Jednak to, że zewsząd atakują nas reklamy i kuszą doradcy nie oznacza, że musimy z tego korzystać. Zgadzam się, że UOKiK powinien dbać, żeby nie było niedozwolonych zmian w umowach w czasie ich trwania.
      Oczywiście jeśli miałbym zaciągać kredyt hipoteczny to byłby to kredyt w złotówkach. Może Pana zaskoczę, ale zdaje sobie sprawę, że on także niesie ze sobą ryzyko i to duże. Mniejsze jednak niż kredyt we frankach. Stopy procentowe mogą wzrosnąć (pewnie tak będzie nie raz na przestrzenie powiedzmy 30 lat, ale jeśli wzrosną to również potem spadną, żeby znowu wzrosnąć – koniunktura). Tylko, że jeśli wzrosną stopy procentowe to poza wzrostem mojej potencjalnej raty kredytu wzrosną również odsetki otrzymywane z lokat itp. Wszystko się równoważy w ramach jednego systemu finansowego.
      Jestem tylko ciekaw jakie byłby reakcje frankowiczów, gdyby przed kryzysem w 2008 roku kurs franka spadł do 1zł? To było wtedy możliwe? Również mówiliby o niesprawiedliwości i oszustwach?
      Pisze Pan, że ja naśmiewam się z frankowiczów i ich obrażam. Według mnie wskazuje tylko błędy, które popełnili i do których nie chcą się przyznać. Poza tym pamiętam jak wielu przed laty naśmiewało się z kredytobiorców w złotówkach, że przepłacają, nie myślą logicznie itp.

  12. Panie Grzegorzu,

    Dziękuję za „łaskawą publikację” niewygodnego dla Pana komentarza. Niestety tylko zupełnie wybiórczo odniósł się Pan do jego merytoryki sprytnie nic nie wspominając np. na temat oszustwa banków odnośnie stóp FLOOR. Rozumiem, że otrzymuje Pan prowizje za oferowanie różnych usług bankowych za pośrednictwem swojego bloga i tak naprawdę banki Pana finansują, stąd zawsze trzeba „zachować twarz”. Po tej samej stronie co Pan stały osoby, które bogaciły się na sprzedaży kredytów w CHF, bazując głównie na technikach sprzedaży i zaufaniu konsumenta do banku (instytucji zaufania publicznego).

    Pokory życie i tak Pana z czasem nauczy. Niestety w zdecydowanej większości przypadku nie wystarczy przestrzegać ostrzeżeń, tylko trzeba samodzielnie wdepnąć w ku.. by się czegoś nauczyć. Człowiek się uczy na własnych błędach.

    Sądzę, że Pana porównanie zaciągnięcia kredytu do zakupu telewizora jest nietrafione z kilku powodów:
    1. Telewizor kosztuje tyle co 1 rata kredytu. Sam kredyt jest 100-200 razy większy niż koszt telewizora.
    2. Telewizor to materialny produkt, Kredyt to niematerialna usługa (błędnie nazywana „produktem”).
    3. Telewizor bez większego problemu kupuje się za gotówkę, kredyt służy do sfinansowania zakupu domu/mieszkania, gdzie nieruchomość jest najczęściej finansowana kredytem.

    Jeśli z czymś Pan porównuje kredyt, to raczej powinien Pan go porównywać z gotówką niż z telewizorem, gdyż kredyt jest w pewnym sensie substytutem gotówki. To, że szefowie banków każą sprzedawać tzw. „produkty bankowe” jak pietruszkę w warzywniaku, nie oznacza zmiany formy kredytu z niematerialnej na materialną. Więc kredyt pozostaje tylko usługą, podobnie jak inne „produkty bankowe” to też usługi.

    Ale powiedzmy, że przyjmuję to porównanie. Więc niech mi Pan odpowie czy zna Pan takie pojęcia z kodeksu cywilnego jak gwarancja i rękojmia? Tj. jeśli produkt nabyty w sklepie ma wady, konsument ma prawo zażądać zwrotu tego produktu, lub naprawienia wad. Z uwagi na niski ciężar finansowy telewizora na tle ciężaru spłaty kredytu hipotecznego, to gdzie konsument powinien być mocniej chroniony? W przypadku telewizora, czy w przypadku skorzystania z usługi kredytu hipotecznego? Jeśli zatem umowa o kredyt hipoteczny ma istotne wady prawne, lub wręcz jest niezgodna z prawem (które de facto było tworzone przez bankowców, a nie przez konsumentów!), to co powinno się stać z kredytem? Czyż nie powinien on być zmieniony, lub wręcz zwrócony bez szkody dla konsumenta? A co, jeśli umowa o kredyt hipoteczny w CHF od samego początku była niezgodna z prawem, a to właśnie zaczynają udowadniać prawnicy? Co wtedy? Cała umowa między bankiem, a konsumentem powinna być unieważniona! Bank powinien zwrócić konsumentowi wszelkie korzyści, które miał z uwagi na spłaty rat kredytowych, których tak naprawdę nigdy nie było, a konsument powinien zwrócić bankowi kwotę kredytu po kursie z dnia zaciągnięcia… A CHF nigdzie tak naprawdę nie było. Były PLN i latające SWAPy CHFPLN. Jakby Pan wtedy próbował zaciągnąć kredyt w CHF i wypłacić CHF, to absolutnie nie było takiej możliwości! Więc w świetle prawa, być może kredyty CHF są nielegalne, gdyż nie mieszczą się w definicji kredytu, a są zwykłym zakładem hazadrowym i tak powinny być nazwane! Jeśli sądy przyznają rację takim argumentacjom, to być może firmy na rzecz których Pan pracuje (banki), mogą mieć duże lub wręcz wielkie straty finansowe. W przepychance między frankowcami a bankami nie chodzi o to, że frankowcy są frajerami, tylko że nastąpiła duża strata z tytułu ryzyka walutowego, które się zmaterializowało. Pytanie kto tą stratę ma ponieść. Na razie banki są na wygranej pozycji, ale ich pozycja jest coraz bardziej chwiejna i coraz mniej pewna… Z każdym większym wzrostem kursu franka, poza sytuacją społeczną, drastycznie podskakuje ryzyko
    systemowe.

    UOKiK jest słabiutki i KNF tak samo… Polskie władze z kolei prezentują stanowisko ZBP (czyli związku banków działających na terenie Polski). Więc o jakiej ochronie konsumenta Pan pisze? Że UOKiK chce wymusić stosowanie ujemnego LIBORU, co powinno być oczywistą oczywistością i za wprowadzenie bandyckiej stopy FLOOR do regulaminów banki tak naprawdę powinny płacić kary w wysokości dziesiątek lub setek milionów złotych?

    Już nawet KNF jest za tym, by część ryzyka związanego z kursem walutowym, przejął na siebie sektor bankowy, a częścią ukarać kredytobiorców CHF. A Pan cały czas broni skompromitowanych obcych instytucji finansowych, które tak naprawdę mają za nic zarówno kredytobiorców CHF, jak i kredytobiorców PLN, jak i innych swoich klientów, systematycznie drenując polski rynek i wysyłając w formie dywidendy pieniądze zarobione na terenie Polski poza granice naszego kraju. Pan się na pewno nie wzbogaci na krytyce i szydzeniu z frankowiczów, natomiast pieniądze, których nie wydadzą oni na spłatę kredytów mogą zostać w polskiej gospodarce i nakręcać nasz wewnętrzny Produkt Narodowy Brutto. Pieniądze, które wypłyną z Polski w formie dywidendy – zasilą konta prezesów we Francji, Włoszech, czy w Niemczech.

    Zamiast bronić bezwzględnie interesu instytucji finansowych, niech Pan lepiej spojrzy na działania w USA, jakie tam kary na sektor finansowy spadły w 2014 roku za przestępczą działalność (w tym manipulacje LIBOREM, finansowanie terroryzmu, wystawianie zawyżonych ratingów, sprzedaż wadliwych usług finansowych, itp). W Islandii bankierzy za swoje przekręty trafili do więzienia. W USA bankierzy nie trafili do więzień w hurtowej liczbie, tylko dlatego, że Amerykanie bali się, że jak zaczną karać tych banksterów masowo za przestępstwa gospodarcze, to banksterka w odwecie rozwali cały system finansowy. Wszystko przed nimi…

    Błędem kredytobiorców CHF, jak i kredytobiorców PLN jest nawiązanie jakichkolwiek długofalowych relacji z instytucją finansową typu bank. Dużo lepszym pomysłem był wyjazd do Norwegii i praca na platformie wiertniczej przez 3-4 lata w celu zebrania oszczędności, by móc dom kupić za gotówkę, a nie być z kulą u nogi do końca życia, zależną od nastrojów często manipulowanych rynków finansowych, przez możnych tego świata.

    Jeśli chodzi o kredyt w Pana przypadku. Być może za ileś lat, będzie w Polsce możliwe zaciąganie kredytu ze stałą stopą procentową w walucie, w której się zarabia. Tego typu kredyt można refinansować tak naprawdę tylko z poprawą dla kredytobiorcy. Jeśli stopy procentowe rosną, to ma dobry kredyt, jeśli spadają może zrefinansować go tańszym kredytem. To jest norma w większości zachodnich krajów świata. Inną normą w wielu krajach jest możliwość porzucenia nieruchomości w przypadku osiągnięcia „negative equity”, czyli jak wartość nieruchomości spadnie poniżej wartości kredytu, to można oddać bankowi klucze do mieszkania i niech sam się buja z nieruchomością, którą finansował. A BTE? Jakie BTE? Taki relikt stalinizmu jest tylko w Polsce…

    Obawiam się, że abyśmy zbliżyli się z jakością poszanowania interesów konsumenta (w tym kredytami hipotecznymi na stałe stopy procentowe), musi nastąpić kolejna fala protestów społecznych wywołana wysokimi stopami procentowymi w PLN i drastycznym podskokiem rat kredytu w PLN.

    I oby nigdy Pan nie usłyszał, jak będzie Pan w czarnej dziurze od jakiegoś „miłego Pana” – „widziały gały co brały!”. Absolutnie mimo różnicy zdań, nie życzę Panu tego.

    M.

    1. Nie musi mi Pan dziękować, ponieważ publikuję wszystkie komentarze. Co do porównania do telewizora to dobrze Pan napisał, że to wartość jednej raty. W związku z tym biorąc kredyt należało o wiele bardziej wszystko przeanalizować i sprawdzić. Telewizor może Pan zwrócić jeśli mam wady, ale nie po 6 czy 10 latach. Zastanawia mnie tylko czy takie same protesty i posądzenia o oszustwo pojawiły by się gdy frank cały czas kosztował 2,30 zł. Dlaczego nie protestował Pan w 2007 roku, że taki kredyt to oszustwo. Tak dobrze zna Pan przepisy i regulaminy, więc mógł Pan wtedy to ogłosić. Jednak wtedy wszyscy siedzieli cicho bo mieli niższe raty.

      1. Będzie Pan zodowolony, jesli frankowicze stracą meiszkania?
        Przepraszam, ale na to wygląda…
        może jak Panu życie w dupę kopnie, to Pan się przestaniesz wymądrzać.

        1. Nie będę zadowolony, ale z drugiej strony dlaczego jakiejś grupie w posiadaniu własnego mieszkania ma pomagać państwo, a innym nie. Ci którzy nie wzieli kredytu we frankach nadal pozostają bez mieszkań.

  13. Do Pana M. Bardzo mądrze Pan napisał, dziękuję za to i zgadzam się z każdym Pana słowem. Myślę, że autor tego blogu jest za młody i zbyt zacietrzewiony, by umieć przyjąć tę wiedzę z pokorą (a już o przyznaniu się do zbyt pochopnego i nieuprawnionego osądu tzw. frankowiczów nie ma co marzyć). Pozdrawiam Pana M. bardzo serdecznie

    1. Obraza to najlepszy argument. Do czego według Pani mam się przyznać? Do tego, że mam swoje zdanie i potrafię przedstawić argumenty? A to, że jestem młody to chyba dobrze. Lepiej, gdy młody człowiek interesuje się finansami niż stoi z piwem pod sklepem. Ale przecież jestem za młody na to. A potem się dziwimy, że ludzie nie potrafią wydorośleć i ciągle są na czyimś utrzymaniu. Ale jak wydorośleć skoro ciągle słychać, że na to jesteś za młody, masz jeszcze czas itp.

  14. Prosze nie wrzucac wszystkich do jednego worka, panie Św. Mikołaju. W roku 2007 nie mając innego wyjścia wziąłem w pełni świadom kredyt w helweckiej walucie. Dlaczego nie miałem wyjścia? Mieszkałem z moją matką, która z dnia na dzień została inwalidką, z głodową rentą, w domku na wsi, który dosłownie rozpadał się w oczach, nikt nie chciał, i nadal nie chce kupić tej rezydencji do rozbiórki, bo i działka mała i wąska i wszędzie daleko. Postanowiłem że zaryzykuję życie w mieście, co innego mi pozostało. Pracę znalazłem, i owszem, ale mój wspaniałomyślny chlebodawca, oficjalnie nie mógł mi kwitu wypisać na więcej niż najniższa krajowa i przez to właśnie zadłużyłem się w tej koszmarnej walucie. Byłem w 8 różnych bankach i każdy odrzucił mój wniosek w rodzimej walucie ze względu na brak zdolności kredytowej. Tak, tak mało kto pamięta, albo celowo nie chce pamiętać, że w tamtym okresie dużo łatwiej i chętniej banki udzielały kredytów w CHF. I właśnie we frankach udzielił mi kredytu mBank jako dziewiąty i jedyny bank, jaki chciał ze mną w ogóle rozmawiać. Więc proszę nie pisać, że to wyłączna wina frakowiczów, a banki są czyste jak łza, bo „widziały gały, co podpisywały”, gdyż będę zmuszony uznać, że cały pański wysiłek jest sowicie sponsorowany przez finansjerę. Wiele osób miało wtedy podobny dylemat, może w nie aż tak drastycznej, jak mnie, sytuacji postawiło ich życie, ale gros ludzi po prostu mogło wybierać albo franka albo stagnacje i nieskończony najem, mieszkanie z rodzicami bez nadziei na własny kąt. Na koniec mam nadzieję, że los nigdy przed panem nie okaże się tak wredny i okrutny, aby mógł pan na własnej skórze przekonać się, co to znaczy bezwzględna konieczność. Ja od nikogo niczego nie chcę, będę płacił, bo umowa to dla mnie rzez święta, jednak okoliczności też mają zasadnicze znaczenie. Proszę tylko nie pisać, że banki były „cacy”, a frankowicze są „be”, bo to zwyczajnie nieprawda. I trochę więcej pokory, panie blogerze. Pozdrawiam.

    1. Wie Pan, każda sytuacja jest inna. Jeśli szacuje się, że w Polsce jest około 550 tys. rodzin z kredytem we franku, to należy również założyć, że wiele osób ma zdrowe podejście do tematu. Artykuł miał na celu jednak pokazanie zachowania większości. Pan nie miał wyjścia ale jest świadomy, że musi to spłacić. A wiele osób miało wyjście, jednak chciało wziąć więcej lub płacić mniej, przy czy naśmiewało się z innych, a teraz nagle krzyczą, że należy im się pomoc.
      Zazwyczaj jest tak, że osoby takie jak Pan, które nie miały wyjścia były tego świadome i teraz z pokorą przyjmują konsekwencje, a osoby, które zwyczajnie chciały zarobić robią zamieszanie. Dzieje się tak, ponieważ Pan wziął taki kredyt, który był konieczny, nic więcej. Ogrom osób wzięło jednak więcej, ponieważ myśleli, że skoro raty niższe to się pokażą. Zastaw się a postaw się. Mógł wziąć 150 tys w zł to wziął 250 we frankach bo przecież dają. A jak dali to trzeba oddać.

      1. ciekawe, czy kiedyś osobiście ktoś Panu takie coś powiedział, że śmieje się z tych, co brali kredyty w zł czy tylko naczytał się Pan w necie?? A wie Pan że w necie rózne durne rzeczy piszą??

  15. Pani Iwono,

    Dziękuję za miłe słowa. Ma Pani też trafne spostrzeżenia odnośnie Pana Grzegorza.

    ————

    Panie Grzegorzu,

    Jak widzę w mikroskopijnym i strasznie wybiórczym zakresie ustosunkował się Pan do mojego komentarza, zatem nie będę marnował więcej czasu tworząc wartościowy merytorycznie kontent na Pana blogu.

    Odpowiem tylko Panu na to absurdalne porównanie kredytu i telewizora, które cały czas jest nie na miejscu, z opisanych przeze mnie wcześniej powodów.

    Żaden z banków w swoich prognozach nie przewidział! tak drastycznego osłabienia PLN w stosunku do CHF! Prognozy „ekspertów bankowych” zakładały maksymalnie 20-30% wzrost kursu CHF w stosunku do PLN. Tymczasem CHF zdrożał o jakieś 100% licząc od dołka z 2008 roku. Stąd logicznym wydaje się podział ryzyka kredytowego pomiędzy kredytobiorcę i kredytodawcę. Na takim też stanowisko stoi obecnie nasz nadzór – KNF!
    A Pan nadal broni swoich pośrednich pracodawców (banki płacą za pośrednictwo Comperii, a Comperia płaci Panu za pomocą programu partnerskiego, lub przynajmniej płacić powinna, gdyż Pan ich usługi reklamuje). Być może pracuje też Pan w podobnej formie na bezpośrednio na rzecz banku lub innych firm.

    Jeszcze jedno Pana nurtowało. Co by było, gdyby CHFPLN spadł do 1,50. Podpowiem Panu co prawdopodobnie by było. Prawdopodobnie bank po cichu wprowadziłby do swojego regulaminu zapis, że przyjmuje franki, ale po kursie nie niższym niż CHFPLN = 2,0. W podobnej formie zresztą miały działać spready, które na niekorzyść banków zostały uregulowane w 2011 roku, poprzez działanie Pana Pawlaka. Niestety jego następca Pan Piechociński jest piewcą banków, zamiast wspierać słabszą stronę umowy w zwykłej walce prawnej i egzekwowaniu prawa!
    Ujemny LIBOR – na co do tej chwili nie uzyskałem od Pana odpowiedzi, jest przykładem bandytyzmu banków, gdzie za pomocą drobnej zmiany w regulaminu, dodają sobie do kredytu wystawioną przez kredytobiorcę opcję FLOOR na poziomie równym 0%, lub równym -MARŻA banku (słownie minus marża banku), a która obecnie dla przeciętnego kredytu CHF, mogłaby kosztować na rynku ok. 20-80k PLN. Bank za tego typu działanie na niekorzyść klienta, powinien mieć nałożoną karę przez nadzór na poziomie kilkudziesięciu milionów złotych! Po to, by więcej nie działał przeciwko konsumentom. A tymczasem, dopiero pod ostrą presją, banki łaskawie przesuwają dodaną bezprawnie opcję FLOOR na niższy pułap, lub rezygnują z jej stosowania! Opcję dodaną bezprawnie! Gdzie koszt ponosi oczywiście konsument!

    No, ale nie będę już więcej strzępił języka i tworzył Panu wartościowego kontentu, na blogu naganiającym na usługi finansowe, bo to nie ma sensu.

    Pozdrawiam bez odpowiedzi,

    M.

    1. Również nie zamierzam z Panem dłużej dyskutować, ponieważ odpowiada Pan, że odpisuję wybiórczo, a gdy zadaję Panu pytanie to pozostawia Pan to bez odpowiedzi, ciągle pisząc to samo. Na zakończenie powiem tyle, prognozy mają to do siebie, że się nie sprawdzają. To tylko próba przewidzenia przyszłości, a nie dokładne jej przedstawienie. Gdyby ktoś umiał przewidzieć dokładnie przyszłość to nie musiałby pracować.

  16. Nie….nie będę polemizować z Panem bo to naprawdę mija się z celem. Przepracowałam 24 lata w banku (m.in. rynek walutowy). Wiem jak to wygląda od strony banku i konsumenta. Mam pełny obraz sytuacji obu stron i nie potrzebuje studenckiej wyobraźni, żeby temat ogarnąć.

    A tak apropos komentarzy:

    http://www.tokfm.pl/blogi/marek-kacprzak/2015/02/banki_moga_spac_spokojnie_buntu_frankowiczow_nie_bedzie/1

    W załączonym linku komentarz blogera, napisany dzień wcześniej. Uderza niezwykłe podobieństwo narracji…..akapitów…zbieg okoliczności ??? przypadek ???

    1. Niby pracowała Pani tak długo w banku i poznała te wg Pani „oszukańcze mechanizmy” to dlaczego się Pani w to wpakowała z taką wiedzą? Podobieństwo, ale wynika ono z tego, że czytam wiele opinii z różnych źródeł. Plagiatu Pani nie znajdzie bo go nie ma. Proszę również sprawdzić mój poprzedni wpis na ten temat, bo ton wypowiedzi i kontekst jest ten sam.

  17. Proszę czytać komentarze pod artykułem ze zrozumieniem. Dlaczego Pan od razu zakłada, że jestem „frankowiczem” ??? a już ten „oszukańczy mechanizm” rozbawił mnie do reszty. Totalna i nietrafna nadinterpretacja mojego wcześniejszego wpisu.

    1. oszukańczy mechanizm to określenie dla Państwa opinii o oszukiwaniu klientów przez banki na masową skale. Z Państwa wypowiedzi wynika, że frankowcy tak naprawdę nie chcieli tych kredytów. Banki im wciskały z pistoletem przystawionym do skroni, a teraz jeszcze mają czelność żądać zwrotu tego co w umowie.

      1. Brak słów. pogadamy za 20 lat, jak Pan dorośnie i pozna życie, bo na razie to to Pan wygaduje to jakieś wielkie nieporozumienie…
        Nie wiem skąd Pan czerpie wiedzę, ale radzę zmienić źródło, bo z tej nienawiści, złośliwości, chamstwa sam się Pan do grobu wpędzi

  18. Panowie i Panie! A gdzie żeście byli, gdy na matematyce w podstawówce omawiano procenty i bazy od których się to liczy? Albo nawet na fizyce, gdzie przechodzono z jednej miary danej wartości do drugiej miary?

  19. W temacie likwidacji konta które jest nam przypisane do spłacanego kredytu. o ile wiem to ustawa antyspreadowa pozwala nam na posiadanie tylko i wyłączeni konta technicznego które jest prowadzone przez bank za darmo na które przelewamy środki na spłatę kredytu. Więc jak najbardziej można zlikwidować konto osobiste i otworzyć je w innym banku. Tylko jaki bank wybrać który nie udzielał kredytów mieszkaniowych w |CHF?

  20. Przez 8 lat pracowałam jako niezależny doradca kredytowy, i może mi Pan wierzyć lub nie 90% biorących kredyty hipoteczne nie interesowały warunki, kiedy mogą wcześniej spłacić kredyt, możliwości zawieszenia czy przewalutowania. Liczyła się jedynie marża na chwile obecną i wysokość prowizji.Większość polaków niestety nie myśli o ryzyku.
    p.s. nie mogę znaleźć newslettera a chętnie bym skorzystała.
    pozdrawiam

    1. W tej chwili nie prowadzę newslettera, proponuję polubić fanpage na Facebooku i wtedy będzie Pani na bieżąco z artykułami.

    2. Właśnie po to przychodzi się do doradcy, aby ludziom to uświadomił…
      mam nadzieję, że nie trafię nigdy na Panią, jak będę chciała wziąć kredyt

      1. Doradca żyje z prowizji. Jak kupuje Pani samochód w komisie to sprawdza go sama, czy wierzy we wszystko sprzedawcy?

  21. A ja się zgadzam ale tyklko (jestem frankowiczem) w kwestii lenistwa ze strony tych co nie chcą przenieść rachunku bo to za dużo zachodu. Ja przeniosłam, ze wszystkich banków z kredytami w CHF do takiego który takich kredytów nie ma lub ilość znikomą. Jestem w lepszej sytuacji bo bank nie zmusił mnie do założenia u niego rachunku do spłaty, wpłaty pensji itp. Ale na to jest też sposób, pensja wpływa i tego samego dnia przelewamy ją tam gdzie mnie nie okradają. Ok prowizja pewnie jakaś jest, ale w banku nie leżą moje pieniądze, bak nie czesze prowizji z korzystania z karty, debetu, płatności rachunków, kase ma 1 dzień i niech sobie radzi.
    Ja zawsze jak bank podmosiL prowizję nawet o 1 zł, szukam takiego co jest darmowy. Może nie jestem lojalnym klientem, ale cóż jestem wolna w tej kwestii przynajmniej i nie zrażam się tym że wszystkich trzeba powiadomić, zmienić, ustawić zlecenia, wprowadzić dane, bo to jeden dzień pracy a licząc rocznie to jest to dla mnie opłacalne. Robię tak ze wszystkim, mam kartę kredytową bez limitu operacji bo nikt mnie nie będzie zmuszał że mam wydac tyle i tyle, jak się mi nie podoba szukam innej oferty. Rynek jest pełen i nie zraża mnie szukanie, wypowiadamie umowy i podpisywanie nowej, w rodzinie się ze mnie nabijają jak mi się chce, ale ja postępowania nie zmienię bo takie zachowanie uważam również za lenistwo. Jeżeli dla kogoś rocznie prowizja za prowadzenie konta wielkości kilkuset złotych, opłata za kartę kilkudziesięciu, płatne przelewy to nic, to gratuluję i zgadzam się z autorem. Ale tylko w tej kwestii!!!
    Jeżeli chcodzi o kwestię negocjaci warunków umowy mojego kredytu – to niestety drogi autorze nie było takiej opcji, warunek był taki że jesteś nikim albo bierzesz albo spadaj, taka jest rzeczywistość. I tak było w każdym banku do którego się udałam, tak kredyt jest we frankach i to jest mój jedyny błąd że zawierzyłam tym którzy mówili że się lepiej na tym znają niż ja.

  22. Niesamowite. Nie czytałem wszystkich komentarzy, ale podziwiam upór autora. Przecież jasne jest, że jak masz inne zdanie niż frankowicze to:
    a) mylisz się
    b) oni mają rację
    c) pracujesz dla banku
    To jest oczywiste i nawet nie potrzebuje uzasadnienia.
    Człowieku to jest tak jak byś górnikom proponował inną pracę – prędzej Cię zabiją niż przyznają Ci rację.
    (Swoją drogą zwróciłem uwagę, że jest kilka osób z kredytami, które nie domagają się wykreślenia klauzul indeksacyjnych i nie udają, że nie wiedzieli, że jak kurs franka wzrośnie to rata też. Przepraszam, że wrzucam ich do jednego worka – oczywiście uwzględnianie liboru itd popieram. Niestety większość kredytowiczów to ludzie, którzy gdy zaszła dla nich niekorzystna sytuacja to próbują się wykręcić. Ciekawe czy jak się z kimś o coś zakładają i przegrywają to też tłumaczą, że zakład był nielegalny, a jak wygrają to odbierają wygraną?)

    1. Dziękuje za słowa zrozumienia. Niestety tak to wygląda, a frankowicze nie potrafią przyznać się do błędu i prosić o pomoc, ponieważ uważają, że ta im się zwyczajnie należy.

  23. Witam, Bardzo ciekawy artykuł. A jeszcze ciekawsze posty pod nim. Uważam jednak że nie powinno się opluwać tego kto wziął kredyt czy to we frankach czy to w złotówkach. Każdy ma swój rozum i się nim kieruje a życie weryfikuje nasze decyzje. Obrażanie innych nie wnosi nic konstruktywnego. Wiadomo że każdy ciągnie na swoją stronę. Jednak banki jako „instytucje zaufania publicznego” powinny mieć swoją etykę, zasady i przestrzegać prawa. Niestety państwo polskie jest słabiutkie ( żeby nie powiedzieć że istnieje teoretycznie) i nie jest w stanie pilnować i egzekwować skutecznie prawa. I w tym jest cały problem.

    1. Nie chodzi o to, żeby kogoś obrażać, tylko wskazać negatywne zachowania i bierność w połączeniu z roszczeniami.

  24. Niestety u autora brak podstawowej wiedzy o umowach, zero informacji o aspektach prawnych, zero o klauzulach niedozwolonych (wg NIK ma je 60% umów). Nie pisze Pan nic o tym że bank który podpisał -podobno świadomie – umowę zmienił bezprawnie sposób jej wykonywania poprzez unikanie stosowania ujemnego LIBORU i oprocentowania. Zero o tym że PO przed wyborami 2007 obiecała wejście do strefy EURO do 2010 r. Rząd też przyjął słynną „mapę drogową”.
    Dużo tych zer ale w ramach dyskusji zawsze jestem gotowy tą wiedzę przekazać.

    1. Skoro wszyscy frankowicze są ekspertami od prawa, klauzul itp to dlaczego podpisali takie bezprawne umowy? Ktoś przystawiał pistolet do głowy?

  25. doczytałem tylko do momentu że lenistwem było brak prześwietlenia umowy – brednie i tyle. Umowa była prześwietlona wg najlepszej wiedzy biorących kredyt. w jaki sposób powinno się prześwietlić tą umowę? skonslutować z prawnikiem? warto zwrócić uwagę na fakt, że dużo ludzi prawników, bankowców ma kredyt we franku. to chyba tyle w temacie lenistwa.
    żeby może dać jeszcze jaskrawy przykład: zostajesz pobity przez łobuzów na ulicy. słyszysz od policji i ludzi że to wina twojego lenistwa, bo wystarczyło chodzic na kursy samoobrony, karate, boks i inne podobne.

    dużo się ostatnio mówi o trolach internetowych opłacanych przez banki. cóż, podobno żadna praca nie hańbi.

  26. Witam

    Jednka nieprześwietlił pan rynku kredytowe bacznie jak to pan sugeruje innym, co wniskuje faktem ze podobnie jak inni jest pan leniwy. Mam nadzieje ze jak bedzie pan przed operacja serca to zorbi pan doktorad z kardiologi conajmnie…. zycze powodzenia w zyciu z takimi pogladami. Milego 3mka.

    1. Lekarz nie otrzymuje prowizji za każdą operację, a doradca klienta otrzymuje taką za sprzedaż kredytu. Dlatego jasne jest, że dla niego liczy się głównie sprzedaż.

  27. jestem ciekawa ilu frankowiczów ma jakiekolwiek oszczędności, gdyby je mieli to może by gdzieś przenieśli, problem w tym, że większość musi naprawdę zaciskać pasa, więc oszczędności raczej już dawno poszły na raty.
    i nie rozumiem, czemu nikt nie odnosi się do faktu, że banki też powinny w jakiś sposób ponieść konsekwencje – do banku-specjalisty przychodzi klient-laik, do zadań banku ma należeć ocena realnej zdolności kredytowej i ryzyka. klient zle ocenił ryzyko i podjął złą decyzję tak samo jak bank.

  28. Zabawne jest jedno: Zarówno 8 lat temu jak i dziś banki mogły na 100% liczyć na jedno: zadufanie w sobie i arogancję ludzi zaraz po studiach. Tak zwani frankowcy (z kredytami w złotych, indeksowanymi w nieskończoność bez stop lossów, z BTE i opcją dziedziczenia długu przez ich dzieci i wnuki) w swej młodej naiwności uwierzyli, że klienta w państwie prawa nie można ot tak złupić ze skóry (okazuje się, że owszem można), a dzisiejsi „młodzi gniewni” wierzą w sofizmaty mądrali kiwających za pieniądze banków głowami w telewizji, że „się nie da” i „straty, Panie, i destabilizacja”. Średnio dobry lobbysta potrafi zarabiać kilkadziesiąt tysi na m-c. Zgadnijcie dlaczego? :)

  29. Szanowny Panie Grzegorzu,
    dlaczego zachowuje się Pan jak posłowie PiS?
    Twierdzi Pan, że jest zwolennikiem rzeczowych argumentów, ale gdy ktoś przedstawia takowe (M.), to unika Pan odpowiedzi na nie. Kreuje Pan Swoją rzeczywistość. Wniosek nasuwa się jeden. Ktoś Pana opłaca za propagowanie takiej a nie innej rzeczywistości.
    Jak na razie, z Pana wpisów, odnoszę wrażenie, że jest Pan bankowym Trollem. Może wysiliłby się Pan odrobinę i rzeczywiście odniósł się rzeczowo a przede wszystkim szczegółowo do argumentów Pana M., a nie uczepiał się nieistotnych spraw?
    Na razie wg mnie jest 2:0 dla Pana M. (a właściwe oddał Pan starcie walkowerem). I nie dziwię się, że M. zrezygnował z dalszej polemiki z Panem, bo to jak rozmawiać z Panią Kempą albo innym członkiem PiS: ty na jeden temat, a oni ciągle swoje na inny temat. (tylko proszę niech Pan w odpowiedzi nie pisze, że Pani Kępa nie jest już w PiS).
    Proszę również, żeby Pan nie ustosunkowywał się do mojej wypowiedzi (bo to jest moje osobiste wrażenie po przeczytaniu wypowiedzi na Pańskim blogu i taka odpowiedź nic nie wniesie), ale żeby Pan podjął rzeczową rozmowę ustosunkowując się do przeciwnych Pańskim argumentom argumentów Pana M.
    Byłaby to jakaś wartość dodatnia na Pańskim blogu. Z ciekawością poznam Pańską argumentację.

    Pozdrawiam.

    1. Ustosunkuje się do wszystkich wypowiedzi, gdy odpowie mi Pan na pytanie: dlaczego w momencie zaciągania kredytu i otrzymania umowy do podpisania nikt nie powiedział, że jest ona niezgodna z prawem, a kredyt to oszustwo? Dlaczego dopiero teraz tak twierdzicie skoro obowiązuje ta sama umowa?

  30. Proszę bardzo,
    Jeszcze w styczniu tego roku po tzw. czarnym czwartku dziwiłem się ludziom tzw. frankowiczom, że robią jakieś protesty, zastanawiałem się z kolegą, który również wziął kredyt we frankach, o co tym ludziom chodzi.
    Kiedy dostrzegłem, że pół roku wcześniej bank jednostronnie zmienił mi warunki zawartej umowy. To w jaki sposób to zrobił, to już w ogóle żenada. W mojej umowie stało, że oprocentowanie kredytu jest to suma marży banku i stopy referencyjnej LIBOR3M. Tymczasem bank dodał sobie zapis, że w przypadku, gdy stopa referencyjna jest ujemna, to przyjmuje stopę referencyjną równą zero. Na złożoną przeze mnie reklamację odpowiedział, że zapis ten nie zmienia warunków mojej umowy. I stwierdził (pod naciskiem UOKiK), że łaskawie mimo to uwzględni mi ujemny libor, ale tylko do wysokości marży. Co mi się należało jak psu buda, a zgodnie z zawartą przeze mnie umową należy mi się również ujemne oprocentowanie, gdy ujemna wartość Libor co do wartości bezwzględnej przewyższy marżę.
    Jest Pan więc w błędzie twierdząc, że wg banku obowiązuje mnie ta sama umowa.
    Zmiana ta jest bezprawna i bank nie ma żadnych szans przed sądem. Ale bank liczył na to, że większość sobie odpuści i cały czas liczy na przewlekłość postępowań sądowych i bezradność swoich klientów.
    Sprawa ta spowodowała, że przejrzałem na oczy i zacząłem się bardziej interesować zagadnieniem, którego wydaje się, że Pan w ogóle nie rozumie albo udaje, że nie rozumie.
    Problem nie leży w tym, że zwiększyły się koszty kredytu, o czym już była tutaj mowa, a czego stara się Pan kompletnie nie zauważać. W tej chwili mam nawet lepszą sytuację niż przed 15 stycznia, bo sumaryczna rata jest porównywalna, a nawet niższa niż wcześniej, przy czym część kapitałowa raty jest wyższa niż wcześniej, czyli kredyt spłaca się szybciej.
    Problem polega na tym, że banki stosują nieuczciwe, bezprawne praktyki wobec klientów, w celu zwiększenia swoich zysków. Ale na tyle przegięły, że ludzie zaczynają mówić dosyć. I zaczynają się organizować.
    Ja biorąc kredyt dokładnie wiedziałem co robię. Wiedziałem, że nie będę miał problemów z jego spłatą. Kalkulowałem, że jeżeli kurs franka wzrośnie, co wiąże się z jego umocnieniem, to powinien maleć Libor
    a nawet może nastąpić deflacja. Co ma obecnie miejsce. No ale bank z pazerności zmienia mi umowę, aby sobie powiększyć zyski. Należy przy tym zauważyć, że nawet ujemne oprocentowanie kredytu nie oznacza, że bank dopłaca do tego kredytu, bo w racie kapitałowej również ma zysk na różnicy pomiędzy kursem z dnia zaciągnięcia kredytu a aktualnym, a jak już wcześniej tutaj pisano, w mojej umowie jest mowa o kredycie udzielonym w złotówkach i indeksowanym do CHF. Nie otrzymałem ani jednego Franka, tylko złotówki.
    Problem nie polega na kłopotach finansowych frankowiczów. Wiadomo ktoś stracił pracę, nie może spłacać rat, ale to może się zdarzyć każdemu również kredytobiorcy w złotówkach. Sedno sprawy leży w tym, że banki łamią prawo i wykorzystują przy tym swoją przewagę. A rząd zamiast bronić praw swoich obywateli, staje, pod pozorem zagrożenia systemu finansowego, po stronie banków. Jakiego zagrożenia? Takiego, że banki miałyby oddać, to co bezprawnie pobrały?
    Cały problem z kredytem frankowym polega na tym, że banki zapewniły sobie finansowanie na długie lata, a jak się z czasem okazało przy użyciu niedozwolonych prawnie środków. I teraz nie chcą się pozbawić tych przyszłych zysków, bo nie chodzi tu nawet o to co do tej pory ukradły.

    Reasumując:
    „Dlaczego w momencie zaciągania kredytu i otrzymania umowy do podpisania nikt nie powiedział, że jest ona niezgodna z prawem, a kredyt to oszustwo?Dlaczego dopiero teraz tak twierdzicie skoro obowiązuje ta sama umowa?”
    Pańskie pytanie jest delikatnie mówiąc dziwne. Kto miał to powiedzieć? Banki, które wpuszczały swoich klientów w kanał czy może klienci, którzy byli przez nie wpuszczani w ten kanał, nie będąc tego świadomymi?
    Odpowiedź na Pańskie pytanie jest oczywista:
    W momencie zaciągania kredytu i otrzymania umowy do podpisania nikt (chyba chodzi Panu o kredytobiorców) nie powiedział, że jest ona niezgodna z prawem, a kredyt to oszustwo, ponieważ nie był tego świadomy. Ja zdałem sobie z tego sprawę dopiero ze 3 miesiące temu.
    I wcale nie obowiązuje mnie ta sama umowa. Tutaj jest Pan w błędzie.
    Otrzymał Pan odpowiedź.
    Poproszę teraz Pana o ustosunkowanie się „do wszystkich wypowiedzi”.

    Pozdrawiam

    1. Pisze Pan, że klienci nie byli świadomi, a mi właśnie chodzi o to, że za nieświadomość trzeba płacić. Co do zmian w trakcie trwania umowy to ma Pan rację, ponieważ w tym was popieram. Jednak nie podoba mi się to, że ludzie mówią, że nie wiedzieli o ryzyku kursowym, albo że frank może zdrożeć max. 30%. Kto ustala wg nich te granice? Może zdrożeć i 300%.

  31. Autor zapomniał wspomnieć, że to nie kredyt lecz produkt finansowy o dużym ryzyku – a to wymaga zgodnie z dyrektywą MIFID profilowania klienta. Większosć banków tego nie zrobiła. Z tym lenistwem to autor ma rację – z tym że chodzi o „lenistwo” banków które przez laat nie pozwalały na spłacanie kredytów własnym frankami kupionym w kantorze. Wielu frankowiczów od dawna ma konta w innym banku niż kredyt.

    Rzecz zasadanicza – co zrobiły instytucje Państwowe powołane do ochrony interesów obywateli?
    O tym warto mówić – bo póki co – to większość przedstawicieli każdej instytucji ładnie tłumaczy i broni interesów banków. Czy po to mamy te instytucje? W takim razie lepiej je zlikwidować….

  32. Grzegorz Woźniak to troll bankowy, ewidentnie manipuluje komentarzami. Poza tym celem tego pana jest spowodowanie aby zlotowkowi kredytobiorcy szczuli tych frankowiczow. Zenujacy redaktorek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.