pomoc dla frankowiczów

O pomocy kredytobiorcom we frankach raz jeszcze

Kredyt. Słowo, które słyszymy kilkadziesiąt razy dziennie. W telewizji, radiu czy prasie to jeden ze stałych tematów. W zeszłym tygodniu po raz kolejny zostaliśmy zbombardowani informacjami o sytuacji kredytobiorców. Panika została wywołana gwałtownym wzrostem kursu franka szwajcarskiego, który przed kilkoma laty uznawany był za najstabilniejszą walutę. Z tego względu banki chętnie udzielały kredytów we frankach (przeczytaj dlaczego warto mieć zaufanego doradcę finansowego), które kusiły niskim oprocentowaniem, a także były dostępne dla osób, które o kredycie w złotówkach mogłyby tylko pomarzyć. Teraz, gdy kurs franka  w stosunku do złotego jest o wiele wyższy niż w momencie zaciągania tych kredytów mówi się o pomocy państwa dla tych kredytobiorców.

Jaka pomoc dla frankowiczów?

Takie rozwiązanie prowadzi do konfliktu na linii kredytobiorcy we frankach – kredytobiorcy w złotówkach. Osobiście również nie jestem zwolennikiem udzielania państwowej pomocy osobom, które zaciągnęły kredyt w szwajcarskiej walucie. Uważam, że każdy powinien być świadomy zaciąganych przez siebie zobowiązań i brać za nie odpowiedzialność. Dlaczego pieniądze z moich podatków miałyby iść na pomoc tym osobom, które zaciągnęły kredyt i wybudowały domy, skoro ja sam nie mam z tym nic wspólnego. Również chciałbym mieć własny dom, jednak nie oczekuję, że państwo mi go sfinansuje. Według mnie państwo powinno zapewniać podstawową opiekę socjalną, a nie martwić się o chybione interesy osób, które chciały być sprytniejsze od innych.

Tak, sprytniejsze od innych, ponieważ podstawową zasadą jest fakt, że powinno się zaciągać kredyty w walucie, w której się zarabia. Osoby te jednak chciały być sprytniejsze, ponieważ kredyt we frankach posiadał zdecydowanie niższe oprocentowanie. Teraz narzekają, że muszą płacić 4,50 zamiast 2,80 za 1 franka, ale zastanówmy się czy w sytuacji, gdyby kurs franka spadł do 2zł widzieliby w tym coś złego? Zakładam, że uważaliby się za sprytniejszych od osób, które zaciągnęły kredyt w złotówkach. Niestety łatwo przyjąć roszczeniową postawę, ale najpierw wypadałoby poszukać winy u siebie.

Nie chodzi mi o sianie nienawiści dla tych osób, jednak uważam, że podejmując decyzję o zadłużeniu się na kilkadziesiąt lat każdy powinien być świadomy ryzyka. Nie przekonuje mnie również argument, że pracownicy banków nie przestrzegali przed ryzykiem, ponieważ w takiej sytuacji każdy powinien dokładnie wszystko przeanalizować. Ponadto większość takich kredytów zaciągali ludzie młodzi, którzy pragnęli się usamodzielnić, więc osoby, które powinny radzić sobie w czytaniu umów i regulaminów.

Nie zgadzam się również z tezą, że ktoś był zmuszony do kredytu we frankach. Jeśli dana osoba nie posiadała zdolności kredytowej do zaciągnięcia kredytu w złotówkach, to widocznie nie stać jej było na kredyt. W bankach pracują specjaliści, którzy oceniają ryzyko i jeśli odmawiają kredytu to nie na złość danej osobie, ale ze względu na bardzo możliwe trudności do spłaty tego zobowiązania. Tyle, że niektórzy ludzie uważają, że to im się należy, a jak nie dadzą rady to państwo powinno pomóc im spłacać. Tylko co w takiej sytuacji, ma powiedzieć niepełnosprawny, który otrzymuje 250zł renty od państwa, które pomaga spłacać ludziom nowe domy. Naprawdę są istotniejsze sprawy, którymi powinno się zająć państwo, niż pomoc ludziom, którzy chcieli być sprytniejsi, ale nie wyszło. Swoją zdolność kredytową można obliczyć korzystając z poniższego kalkulatora.

Podobne

O Autorze 

Finansista, który pokazuje ludziom na co zwrócić uwagę w kontaktach z bankiem czy ubezpieczycielem, czyli jak świadomie poruszać się w świecie finansów.

54 comments

    1. Jeśli nie zgadza się Pan z moją wypowiedzią to proszę o merytoryczne argumenty, ponieważ ja Pana nie obrażam.

  1. merytoryczne argumenty znajdzie pan w artykule Barbary Gawlacz z kancelarii Harvest Legal House. Powie o nich też prof. Modzelewski który jest ekspertem, pan zdaje się w ogóle nie ma pojęcia o prawie bankowym ani finansach. merytoryki właśnie brakuje mi w pana wypowiedzi. To raczej luźne myśli i osobiste odczucia podszyte złośliwością i zawiścią. I jeszcze jedna uwaga. frankowicze chcą żeby za umowy kredytowe w których łamane jest prawo odpowiadały banki a nie państwo płaciło za ich pazerność

    1. Zgadzam się, że są to moje luźne myśli. Tylko podstawowa kwestia: skoro frankowicze twierdzą, że te umowy łamią prawo to dlaczego je podpisali? Ktoś ich zmusił? Państwo? Bank? Czy może eksperci, którzy dziś krytykują banki, a wtedy zachwalali tego typu rozwiązania? Niech każdy odpowiada za własne decyzje.

      1. Jakich merytorycznych argumentów się Pan spodziewa skoro Pan bredzi jak ogłupiały małolat. Kto chciał jakiejkolwiek pomocy finansowej od państwa? Ludzie chcieli aby państwo dopilnowało przestrzegania prawa. Skontrolowało banki itd. Sprawdziło czy umowy odnośnie „kredytów” walutowych są w ogóle zgodne z czymkolwiek. A nie są. Są próbo ominięcia prawa. To jest lichwa. Gdyby banki zaciągnęły kredyty we frankach równe udzielonym kredytom i spłacałyu je w takim okresie jak ich kredytobiorcy, to OK. Ale. Popierwsze czasami w ogóle tych franków wcale nie było. Czasami były, ale wcale niekoniecznie w ilości 100%. A co najważniejsze te pożyczki , które robiły banki były krótkoterminowe. Dawno już są spłacone. Mi bank udzielił kredytu przy kursie średnim NBP 2,70. Bank spłacił ten kredyt (przyjmijmy że nawet po 3zł). Teraz chce przeliczać po 4 i trochę. TO JEST LICHWA. Pisza Pan o świadomości ryzyka. Trzeba było posłuchać doradców bankowych. Trzeba było posłuchać naszych wspaniałych polityków mówiących o zielonych wyspach. A głównie to niech Pan pomyśli o tym, że są instytucje w Polsce, które mają również czuwać nad tym aby takie toksyczne produkty bankowe nie trafiały do klientów. Taką instytucją jest np KNF. Jakoś po czasie (po kilku latach) wszyscy zauważyli, że rzyko takich „kredytów” jest ogromne i odgórnie zaostrzono wymagania co do ich udzielania. Skoro ekonomiści problemu dostrzec nie umieli (a może świadomie), to jak miał je dostrzec np mechanik (jak ja)???
        Natomiast podsycanie niechęci kredytobiorców złotówkowych do frankowych jest sterowane i zaplanowane. A po co, to już Panu zostawiam do rozważań. Jak Pan tyrochę pomyśli, to na przyszłość będzie Panu łatwiej to przychodziło. Chba, że Pan w tym podsycaniu bierze świadomie udział, to Pan się nie musi zastanawiać, tylko niech Pan założy rękawiczki przy odbieraniu wypłaty, bo te pieniądze są bardzo brudne.

        1. Nie chciał Pan pomocy finansowej od Państwa, ale chciałby żeby państwo zmusiło banki do powiedzmy kursu 3zł czy 3,5zł, a kto ma pokryć resztę? Państwo? Przecież bank nie odpuści bo niby dlaczego skoro ma umowę? Ekonomiści nie byli w stanie tego przewidzieć, bo kursu waluty nie da się przewidzieć w takim czasie. Tak samo jak nie jest Pan w stanie przewidzieć ceny benzyny za 10 lat. Jeśli dzisiaj jakiś ekspert powie Panu że będzie max 5zł to Pan uwierzy? Równie dobrze może być po 20zł. To jest wolny rynek.

        2. Panie „tobix”. A co by się w takim razie stało, gdyby zamiast wzrostu wartości, frank spadł do 1,50. W zasadzie przed kryzysem prawdopodobieństwo czegoś takiego było dużo większe niż wzrost kursu do 4,0 jaki jest obecnie. To co? Wszystkie banki by wtedy zbankrutowały, bo spłaciły franka po 3,0? Proponuję to przemyśleć zanim będzie Pan pisał kolejne bzdury. Mechanizm frankowy był zupełnie inny i umożliwiał bankom zarabianie na spraedach i dodatkowych opłatach, przy jednocześnie niższym koszcie własnym pozyskania kapitału. Dla banku wyszło na to samo, kredytobiorca ponosił niższe koszty na początku ale pojawiło się ryzyko kursowe. A nie jakieś brednie o spłacaniu przez bank franka po 3 zł. Żaden bank nie mógłby sobie na coś takiego pozwolić, bo by zbankrutował.

  2. Lucyfer w piekle przeprowadza inspekcje. Podchodzi do pierwszego kotła, którego pilnuje aż 10 diabłów i pyta:
    -dlaczego aż 10 diabłów pilnuje tego kotła?
    -bo w tym kotle gotują się Amerykanie, oni są ambitni i każdy co chwilę usiłuje wyskoczyć
    Lucyfer idzie dalej i zauważa kocioł, a przy nim 5 diabłów. Podchodzi i pyta:
    -czy tu tylko 5 diabłów wystarczy?
    -tak, w kotle gotują się Anglicy, są ambitni, ale przy tym trochę flegmatyczni więc 5 wystarczy
    Następnie lucyfer podchodzi do kotła przy którym stoi jeden diabeł i zadaje mu pytanie:
    -czy Ty tu sam wystarczysz, aby przypilnować kotła?
    -tak bo w kotle gotują się Niemcy, to zdyscyplinowany naród, więc jeden diabeł wystarczy
    Lucyfer idąc dalej zauważa kocioł, którego nikt nie pilnuje. Chodzi i szuka jakiegoś diabła, który by mu wyjaśnił zaistniałą sytuację, aż w końcu znajduje gdzieś odpoczywającego diabła, więc podchodzi i pyta:
    -dlaczego nikt nie pilnuje tego kotła?
    -bo w nim znajdują się Polacy
    -Czy Ci ludzie nie chcą wydostać się z tego kotła?
    -ależ chcą, tylko jak już jeden próbuje się wydostać i wspina się na ściankę, to reszta go łapie i ściąga z powrotem na dół

  3. Parafrazując Pana wypowiedź:
    Kupił Pan samochód, miał mieć przejechane 100tys. km, być nie bity, z wymienionym rozrządem i palić 4,5l/100km. Umowa standard z internetu. Po tygodniu orientuje się Pan na podstawie VINu, że jednak raczej nie 100tys. km, bo już kiedyś miał 250tys., że składak z dwóch, rozrząd się sypie, a 4,5 litra/100km to raczej parametr tempa wycieku oleju.
    Jest Pan zadowolony? Chce Pan pieniędzy z powrotem.
    W standardowej umowie jest napisane, że zna Pan stan techniczny samochodu. Umowa łamała prawo? Ktoś Pana zmusił? Państwo? Sprzedający? Czy może szwagier który Panu doradzał. Niech każdy odpowiada za własne decyzje.

    A zasada, że powinno się zaciągać kredyty w walucie, w której się zarabia nie jest jakimś powszechnie obowiązującym prawem, lecz raczej dobrą praktyką. Jak to, że nie kupuje się samochodów od Mirków handlarzy.
    Pozdrawiam

    1. Po pierwsze przed kupnem sam bym sprawdził ten samochód. Z kredytem powinno być tak samo, trzeba wszystko sprawdzić, a nie ślepo ufać doradcom finansowym. Po drugie żądanie zwrotu po tygodniu czy nawet miesiącu to co innego niż po 5-10 latach. Gdyby wziął Pan kredyt i po miesiącu chciał od niego odstąpić, to jak najbardziej popierałbym wstawiennictwo organów państwowych w banku żeby na to Panu pozwoliły.
      W aspekcie dobrych praktyk to właśnie po to są żeby je stosować. Jak sama nazwa wskazuje „dobre”, nikt do tego nie zmusi, ale to korzystne.

      1. A na samochodach zna się Pan równie dobrze jak na produktach bankowych? A może jeszcze na medycynie i paru innych dziedzinach…
        To teraz proste pytanie: czemu w latach 2007/2008 gdy banki potrzebowały zdobyć miliardy kapitału CHF aby udzielić tych kredytów to franki nie drożały, przecież był ogromny popyt, a taniały??? Bo nikt ich wtedy nie kupował tylko udzielał kredytów w PLN robiąc wał stulecia i zapisując w umowach wirtualne CHF.
        Dlatego oczekujemy, że państwo udzieli nam pomocy prawnej.

        1. A dlaczego nie narzekał Pan wtedy, że to wał stulecia tylko teraz? Czy narzekałby Pan, gdyby teraz kosztował 1,5zł? To jest wolny rynek.

  4. Banki mają uprzywilejowaną pozycję w Polsce. W przypadku sporu na linii z klientem, mogą stosować bankowy tytuł egzekucyjny, mogą nagle wypowiedzieć umowę i zażądać zwrotu kredytu w trybie nawet 7 dni i naliczać odsetki. Mało kogo stać na dochodzenie swoich praw w sądzie. Do tego każda umowa bankowa jest konstruowana przez prawników, zabezpieczając interesy banku a nie klienta. W zakresie klienta chodzi bardziej o stworzenie pozorów bezpieczeństwa.

    Też jest tak, że nie każda szkodliwa klauzula jest na liście klauzul zakazanych bo życie stwarza nowe sytuacje, banki je wykorzystują i wykorzystują klientów. Po czasie, kiedy KNF zrobi rozpoznanie e klienci wygrają ileś procesów na ten sam temat, to dopiero dana klauzula na listę zakazanych trafia.

    Każdy klient powinien wiedzieć jak najwięcej na tematy finansowe, natomiast zakładanie że jest rownie silny jak bank jest nierealne. Dlatego ogana pańśtwowe będące reprezentantem obywateli, powinny takie dysproporcje siły wyrównywać i obywateli chronić.

    Taka potrzeba zaistniała przy kredytach frankowych udzielanych w 6% przypadków w latach 2006-2008.

  5. Chciałbym panu opisać mój przypadek. 45 lat straciłem wszystko co miałem, niestety, zostałem bez dachu nad głową. Miałem pracę, zarobki powyżej średniej krajowej, żona też zarabiała, mimo to Kredyt Bank odmówił nam udzielenia kredytu. Poszliśmy do Millenium, oczywiście nasze zarobki są zbyt małe na kredyt w złotych, ale na franka to bank się zgadza. Wyliczyli zdolność na ponad 100% kredytu. Nie mamy wkładu własnego, więc UNWW, okey. Pani z którą rozmawialiśmy w sprawie kredytu powiedziała, że jest to ubezpieczenie tej części kredytu ponad 80%. Nie powiedziała jednak o bardzo ważnej sprawie. Chodzi o to że ja jestem tylko płatnikiem, uposażonym jest bank. W razie problemów bank dostanie swoje, a ja mam to zwrócić ubezpieczycielowi.
    Druga sprawa ,ponoszę ryzyko walutowe, zgoda tego nie neguję. Właściwie nie negowałem do czasu kiedy okazało się, że banki nie kupują waluty one tylko przeliczają kursy nakładając dodatkowo spread.
    Pana zdanie „Tylko podstawowa kwestia: skoro frankowicze twierdzą, że te umowy łamią prawo to dlaczego je podpisali”?
    Kiedy podpisywałem umowę 2008 r. UOKiK jescze nie kwestionował klauzul jako abuzywne. Rok później z ubezpieczania UNWW zrezygnował Inter Risk, wskazany w umowie, mimo to bank dalej rząda wypełniania UNWW, jest to według pana uczciwe? odnoszę wrażenie, że jest Pan na usługach banków. Naprawdę jest wielu frankowiczów wręcz okradanych przez banki. Rząd powinien przyjrzeć się bliżej działaniom banków, które wbrew wyrokom sądowym śmieją się nam w twarz.

    1. Pierwsza sprawa – nie jestem na usługach żadnego banku czy innej instytucji. Wszystko co piszę to moje subiektywne opinie. Nie twierdzę, że macie nie dochodzić swoich racji z relacjach z bankami. To nawet logiczne skoro czujecie się pokrzywdzeni. Można iść do sądu i spróbować wygrać z bankiem. Artykuł ten powstał jednak, ponieważ nie podoba mi się twierdzenie, że ktoś o czymś nie wiedział, nie przewidział i teraz chce żeby państwo mu pomogło spłacać raty czy wpłynęło na ich obniżenie. Nie mówię również, że Pan osobiście tego oczekuje, ponieważ to było pisane ogólnie o grupie społecznej. Uważam, że państwo powinno tak samo pomagać wszystkim obywatelom, a nie wybranym grupom. Pomoc ta powinna być podstawowa i skupiona na najbardziej potrzebujących, a reszta społeczeństwa powinna sama dbać o swój los.
      Pisze Pan, że wtedy nikt nie kwestionował takich umów. Według mnie przed zobowiązaniem się na 20-30 lat należało iść z taką umową do prawnika. Nie ekonomisty, nie doradcy finansowego, a prawnika, który nie doradza w kwestii finansów, ale przybliżyłby konsekwencje prawne.
      Co do Pana braku zdolności kredytowej, to skoro tak dużo Pan zarabiał wraz z żoną to może i tak zbyt dużą kwotę chcieliście pożyczyć? Ewentualnie zła historia kredytowa?

      1. I kolejny post i Pan znowu bredzi. Co się Panu nie podoba w tym, że ktoś o czymś nie wiedział. Nie wszyscy w tym kraju sa specjalistami prawa bankowego. Mało tegoi banki teoretycznie są instytucjami zaufania publicznego.
        Jak to państwo nie powinno pomóc? To państwo ustaliło pewne prawa i powinno strzec ich przestrzegania, tym bardziej że powołało specjalne instytucje, które mają to robić. I nie robią i prawo jest łamane. To nie jest normalne.
        Pomoc skupiona na najbardziej potrzebujących – tzn na kim? W dużej mierze jest supiana na bezrobotnych – którzy co wypracują żeby dostawać zasiłek, to stają się bezrobotnymi, potem borą zasiłek i pracują na czarno, degeneratach, alkoholikach, ćpunach itd. Potrzebującym rzeczywiście zajmują się fundacje i inne orkiestry świoątecznej pomocy.

        1. Nie mam nic do tego czy ktoś wiedział czy nie. Wkurza mnie tylko tłumaczenie bo nie wiedział. To nie przedszkole, trzeba starać się wiedzieć, a nie głupio tłumaczyć.
          Uważa się Pan za lepszego od bezrobotnych, którzy pobierają zasiłek i dorabiają na czarno. Tylko ciekawe czy Pan by przeżył za sam taki zasiłek. Skoro nie podoba się Panu kombinowanie żeby mieć wyższy dochód, to dlaczego kombinował Pan żeby mieć tańszy kredyt?

          1. Panie. Pan to jest taki głupi czy tyle Panu płacą? Jak ma Pan do wyboru kredyt na 150tys gdzie rata jest 600zł i 900zł to Pan bierze 900? Wszyscy zdwali sobie sprawę z ryzyka. Z rysyka w normalnej wielkości 15-20% i tak to ryzyko było przedstawiane. Wyliczanie zdolności kredytowej również to uwiarygodniało. Bo po co banki liczą zdolność ktredytową? Chyba po to żeby było wiadomo czy kredytobiorca będzie miał szansę spłacać kredyt. Co za tym idzie banki same nie uwzgęldniły ryzyka (choć może specjalnie) , nie zauważyły tego instytucje kontroli nad bankami (np KNF). Mało tego banki okresliły np oprocentowanie=marża+libor. Teraz mówią, że uzbają libor ujemny, ale tylko na tyle, żeby oprocentowanie nie było ujemne. Z czego to wynika. Z umowy? Nie. Wynika to z ich widzimisię i nikt na to nie reaguje. To jest zapowiedź łamania prawa. A instytucje stworzone do tego aby pilnować przestrzegania prawa nic z tym nie robią. Pan mówi, że powinniśmy zdawać sobie sprawę z ryzyka. Może powinniśmy. To co Pan powie o tym ujemnym liborze. banki chyba mają rzesze prawników i ekonomistów i taką wtopę zaliczyły? Nie zdawały sobie sprawy z tego , że libor może być ujemny? To co, prości kredytobiorcy mają być mąrzejsi od rzeszy prawników i ekonomistów opłacanych chojnie przez banki? Otrząśnij się Pan.
            Pewnie , że uważam się za lepszego od bezrobotnych wyłudzających zasiłki i pracujących na czarno. Po pierwsze jest to niezgodne z prawem, po drugie te zasiłki wyciągają z mojej kieszeni. Ja pracuję prawie nieprzerwanie od 18,5 roku. Przerwę miałem najdłuższą 7 dni. jak ktoś chce, to może, nie musi okradać innych. Ale też nie zamierzam się dać okradać zagranicznym bankom (polskim z resztą też nie).

          2. Sam Pan pisze, że miał Pan wybór i dokonał go Pan, więc teraz powinien Pan liczyć się z konsekwencjami. Państwo też ma wybór czy Panu pomóc czy nie i powinno wybrać opcję, że nie. A skoro nie zgadza się Pan z jakimiś decyzjami banków to istnieją takie instytucje jak sądy. Na jakiej podstawie ryzyko wynosiło 20%? Miał Pan to w umowie? Ktoś to Panu zagwarantował? To były tylko szacunki, które się nie sprawdziły. Ale Pan w nie uwierzył, więc to Pana problem, a nie całego społeczeństwa.
            Pisze Pan, że oni wyłudzają zasiłki. A ja uważam, że Pan próbuje wyłudzić pomoc dla kredytobiorców we frankach z mojej kieszenie, ponieważ ja nie mam kredytu. Ta sama zależność i co Pan powie?

  6. Chyba mnie Pan nie zrozumiał. Ja nie oczekuję od nikogo pomocy finansowej, ja oczekuję od państwa „przypilnowania” banków pod względem prawnym. Jak to możliwe żeby banki kwestionowały prawomocne wyroki sądowe? A tak niestety jest.

  7. Panie Woźniak,
    20 lutego 2006 r. weszła w życie tzw. ustawa antylichwiarska, która ograniczyła wysokość odsetek od kredytów do czterokrotności kredytu lombardowego NBP. W III kwartale tego samego roku następuje ogromny wzrost liczby udzielanych kredytów walutowych, a raczej złotówkowych indeksowanych we franku. Nie było to nic innego jak ominięcie przez banki ustawy antylichwiarskiej. Same teraz podają, że po przewalutowaniu kredytów frankowych po kursie wypłaty, ich zyski spadną o 32%. To już potężnie przekracza lichwę, a trzeba przecież jeszcze doliczyć to co pozostałoby im po przejściu na WIBOR. I myślę, że tutaj frankowicze powinny przede wszystkim szukać swojej szansy, tj,. składać pozwy do sądów o uznanie umów „frankowych” jako sprzecznych z ustawą antylichwiarską, bo przecież banki twardo twierdzą, że są to kredyty a nie skomplikowany produkt finansowy.
    Poz tym ja tez jestem „frankowiczem”, oczywiście nie miałem zdolności kredytowej w złotówkach, ale wtedy mało osób taką zdolność mogło mieć. Warunki kredytu złotowego zostały tak wywindowane, żeby tylko wciskać kredyt frankowy. Nie jest więc prawdą, że kredyty walutowe brali bogaci cwaniaki, wręcz przeciwnie. Co jednak ciekawsze, już rok po otrzymaniu kredytu ten sam bank, który uznał wczesśniej, że kwota pożyczona mi jest maksymalną wynikającą z mojej zdolności kredytowej, zaczyna mi wciskać kolejny kredyt na jakikolwiek cel i to w kwocie 30 tys. zł. Trwa to do dziś, a minęło 7 lat, tyle, ze teraz nie proponują mi 30 ty., a nawet 85 tys. zł. Co ciekawe moje dochody i żony wzrosły w tym czasie zaledwie o 500 zł miesięcznie, na dodatek pojawiło się dziecko więc zdolność kredytowa powinna jeszcze bardziej spaść. Podkreślam, że bank zna naszą sytuację finansową, gdyż mamy w nim konta. Mam teraz więc do ciebie mądry Grzegorzu pytanie, gdzie k…wa logika? 7 lat temu z trudem miałem zdolność kredytową tylko we franku, teraz pomimo nieznacznego wzrostu wynagrodzenia, ale też równocześnie wzroście wydatków, mam – oprócz już zaciągniętego kredytu walutowego – zdolność kredytową w złotówkach na kwotę zbliżoną do połowy kredytu frankowego. Chyba jednak to był szwindel z tymi kredytami.

    1. Nie mówię, że macie nie dochodzić swoich racji w sądach, tylko nie mieszajcie w to państwa bo państwo ma pomagać równomiernie wszystkim, a nie wybranej grupie, w tym przypadku frankowiczów.
      Co do Pana zdolności to może teraz jest większa, ponieważ bank widzi, że spłaca Pan terminowo kredyt? Historia danego klienta również jest bardzo ważna. Nie znam szczegółów, jednak jestem pewien, że bank musi widzieć szansę, że Pan taki kredyt by spłacił. Od tak by Panu nie udzielili.

  8. Gdy kupuje Pan mięso – wie Pan ze odpowiednie służby sanitarne dbają o to aby nie zjechał Pan na sraczke.
    Gdy kupuje Pan leki – ma Pan pewność że aspiryna Pana nie zabije.
    Napięcie w gniazdach też jest unormowane i nikt mi nie napisze że to moja wina że spalił mi się sprzęt w domu bo nie zmierzyłem że teraz akurat jest 500V a ja mogłem to sprawdzić przed podpięciem. Jeszcze większa bezczelnościom byłoby komentowanie w ten sposób po orzeczeniach sądu uznających winę zakładów energetycznych (potwierdzeniu że nie przestrzegają norm).
    Ale dla Pana system bankowy mogą analogiczne reguły nie obowiązywać… oby tylko sąsiadowi było gorzej, a przynajmniej nie lepiej niż Panu.

    1. Tylko, że mięso można zbadać, a receptura leku była dokładnie sprawdzona. A kredyt hipoteczny to instrument długoterminowy i tego nie dało się przewidzieć. Potrafi Pan przewidzieć ile będzie kosztował chleb za 30 lat? To jak ktoś miał przewidzieć ile będzie kosztowała dana waluta. A czy jeśli cena spadłaby do 1,5 zł to zgłosiłby Pan do sądu, że to niesprawiedliwe i Pan chce płacić po 2,5 zł?

  9. Frankowicze po co piszecie pod tym postem?
    Przecież to jest post na zadany temat i udowadnia założoną teze.
    Strata prądu.

  10. Ja nie napisałem, że został zlecony.
    Ale przypominają mi się w takich sytuacjach mapety:
    „To nie prawda, ze zamieniamy się w kurczaki”

  11. Doskonały artykuł.
    Większość komentujących jest oczywiście specami od rynków walutowych, opcji i derywatów. Z pewnością nikt nie zarzuciłby Panu cynizmu i braku profesjonalizmu gdyby CHF był dzisiaj po kursie 1,2 PLN. Mądrością narodu są przysłowia i uważam że w sprawie frankowiczów wystarczy powiedzieć:
    1. Widziały gały co brały
    2. Chytry 2 razy traci.

  12. Piszesz, że nie chcesz żeby Państwo pomagało osobom które wzięło kredyt na mieszkanie w CHF, a ja nie chcę by Państwo pomagało osobom które wzięły kredyt na mieszkanie w PLN, a pomaga poprzez programy Dom na Swoim itd… a jednak pomaga i to z moich pieniędzy…. hipokryto… Żałosne wypociny. Pozdrawiam,

    1. Tylko w tym przypadku decydujesz się na pomoc przed zaciągnięciem kredytu, a Ty chciałeś być cwany, nie wyszło więc teraz narzekasz.

      1. Wiesz, jesteś bardzo stronniczy. Ty tez nie jesteś w stanie przewidzieć przyszłości, zwłaszcza 30 letniej. Ja biorąc kredyt szacowałem wzrost o jakieś 50%, a jak się okazuje, wzrost może być nieograniczony. A jak kiedyś wzrośnie Wibor do powiedzmy 10%, jak myślisz, nie będą osoby które wzięły kredyt w pln występowały o pomoc? NAPEWNO. Wtedy frankowicze mogli by tez powiedzieć, ze chciałeś być CWANIAKIEM, jak źle oszacowałeś swoje możliwości, to pod most…Gratulować podejścia!!!! Ty dalej nie rozumiesz, nikt z frankowiczów nie oczekuje pomocy finansowej od rządu, podatników itd… oczekują tylko egzekwowania prawa które sami stworzyli.

        1. Zgadzam się nie jestem przewidzieć. Ale wiem, że zarówno wzrost jak i spadek nie ma ograniczeń.

  13. Nie zgodzę sie z autorem
    W 2006 roku gdy szukaliśmy mieszkanie rozmawialiśmy w naszym banku o kredycie i dostaliśmy info, ze oczywiscie dostaniemy kredyt.
    Wynajmowalismy mieszkanie wiec stwierdziliśmy ze finanse pozwolą nam spłacać kredy
    Gdy zdecydowaliśmy się co sie okazało, ze przy naszych dochodach otrzymałby 90 tys zł śmieszne mieszkanie okolo200tys zł ale zaproponowali nam kredyt z chf. Nie zgodziliśmy się. Po czym załamani stwierdziliśmy ze trudno. Zacząłem czytać liczyć i szukać banków ktore dają kredyty i policzyłem przeanalizowalem kursy euro franka PLN. Zauważyłem ze euro skacze od 3 do 5 a frank trzyma sie w granicach 1,5 za euro i libor zależy od kursu do euro i wyszło mi ze jak libor wysoki to frank tani i na odwrót. Policxylimy kredy w zlotowkach i we frankach.
    Zdecydowaliśmy ze mozemy wziąsc opłaca sie analizowanej przy liborze 4 % i franku 4 zł. Opłaca sie to wciąż mniej niz w złotówkach. Wzięliśmy 230 tys zł we frankach 94tys.
    Przez 9 lat moje symulacje troche wzięły w łeb bo frank po 5 zł a wibor 2 % ale.
    D tej pory jestem w samych ratach 29tys do przodu przy uwzględnieniu ujemnego liboru bede na ta chwile tylko 40 zł w plecy na racie wiec nie zdecyduje sie na przewalutowanie chyba ze po kursie ponizej 2,8 a to możliwe za kilka lat.
    Teraz tez bym podjął decyzje wzięcia kredytu walutowego. A dzis to zrobił bym napewno.
    Nie oczekujemy żadnej pomocy dopłaty czy czegoś innego. Moj kredyt i ja go splace ale chore jest gadanie bierz kredyt w walucie w ktorej zarabiasz pieprzeneu teraz tez bym wziol kredyt w euro czy chf czy USD .
    Tyle w temacie wiem ze niektórzy frankowiczom maja problemy i pytanie czy nie było ich stać na kredyt w PLN było ale banki wciskali we franku. Pozdrawiam

    1. I takie zachowanie popieram. Wziął Pan kredyt i teraz nie oczekuje Pan pomocy, ponieważ to była Pana decyzja wynikająca z analizy. Tylko, że Pan przeanalizował, a większość zamiast wziąć powiedzmy 200 tys w zł, wzięło 300 tys we frankach, ponieważ i tak mieli niższe raty. A teraz przez zachłanność mają problem, ponieważ gdyby wzięli te 200 tys we frankach to by sobie poradzili.

      1. Mam sąsiadów co kupili takie samo mieszkanie tyle ze w górce cenowej. My zapłaciliśmy 200 tys tez to mieszanie jest warte z 350tys a kredytu po przeliczeniu 280 tys a oni wzięli 420tys ponad 200tys chf teraz mieskNie wiemy ile warte a do spłaty ponad 600tys. Wtedy tez sie zastanawiałem zeby sprzedać swoje i wziąć kredyt na 400tsy i kupic duże, ale w PLN oprocentowanie kosmiczne a w chf nie był to czas na branie kredytu bo i marże wyższe ja mam 1 % a wtedy były po 3 i frank na bardzo niskim poziomie historycznie niskie euro i nic nie zrobilem. Troche zalowalem przez rok ale teraz stwoerdzamy ze mamy swoje własne małe ale dajemy rade. Cóż teraz jestem mądrzejszy i jedyne co bym robił to kupował wiecej franków zamiast tylko na ratę teraz tak robię pomimo ze frank kosztuje 4 PLN. Ja jestm dobre myśli i zobaczymy co bedzie dalej wrazie czego jak wejdziemy do strefy euro przewalutujemy sie na euro nie bedize takiego oprocentowania;) jak w PLN.
        Widze ze każdy kto nie ma lub nie mail kredytu walutowego oplówa i obraża frankowiczom, tylko że nie każdy ma taka sytuacje ze chciał przycwaniakowac i zarobić. Wiedziałem z czym sie to wiąże i to moje ryzyko.

        1. Ale Ty myślisz, bo wziąłeś taki kredyt na jaki Cię stać. Masz mniejsze mieszkanie ale jesteś w stanie spłacać raty. Większość jednak wyszła z założenia że jak brać kredyt na 200 tys, to to samo wziąć 300tys. Zastaw się, a postaw się. Teraz są tego skutki, gdyby wzięli kredyty dostosowane do ich możliwości to mimo wzrostu ceny franka i tak daliby radę. Tu nie chodzi o to żeby kogoś obrażać tylko wkurza mnie podejście ludzi, którzy wiedzą doskonale, że popełnili błąd, ale nie chcą się do tego przyznać. Obwiniają wszystkich dookoła, ale nie widzą winy u siebie. Jest problem więc trzeba go rozwiązać, ale tu pojawia się wiele osób, które uważają, że im się to zwyczajnie należy, ponieważ frank zdrożał. Zero refleksji nad własnymi działaniami. Ty np potrafisz przyznać, że to było Twoje ryzyko, ale napisał do mnie człowiek, który czuje się oszukany bo ryzyko miało być max 20%. Na jakiej podstawie?

          1. Ja tez sie czuje oszukany bo:

            1. Bank sprzed przy podpisaniu umowy miał 8 groszy na franku 2%
            Od 2009 roku rósł aż do 7,5 a tom30 grosyz( walutę kupuje w kantorze wiec spoko) problem przy przewalutowanie. Jak chciałem prźeniesc do innego banku problem był z przelewem franków z banku do banku
            2. Ujemny libor nie oczekuje ze bank bedize wczesniej zmienił oprocentowanie ale przy wystąpieniu dostalem mail ze nie moga uwzględnić ujemnego liboru tera maja uwzględnić ale do wysokosci marzy pytam dlaczego? W takim razie tez im wysle oświadczenie ze bank nie moze zarabiać ponad 12 procent na kredycie wiec nie moze byc kurs przeliczany powyżej 4,5 zł. Chore i nie do przepchniecia i to mnie wkurza.
            3 konto do spłaty techniczny rachunek a okazuje sie ze płace za niego 15 zł na miesiąc.
            No ale nic takie życie.

          2. Ale czy tych warunków, opłat itp nie było w momencie podpisania umowy? Były, więc dlaczego teraz mają zniknąć.

          3. Warunki były i nie msza zniknąć tylko wczesniej obowiązywały inne stawki za konto techniczne 0 zł teraz 15z. Sprzed 2% teraz 7,5 % zmiana umowy w trakcje a jak sie nie podoba to oddaj cały kredyt. Story tyle aż kasy nie mam. Ja nie neguje umów bo je podpisałem i przeczytałem kilka razy wszystkie oplaty były znane i nic nie neguje tylko dlaczego zmieniają w trakcje a knf czy uokik nic nie robi.

          4. Rozumiem. Tylko, że takie zmiany opłat to w bankach nic nowego. Ciągle zmieniają przecież także opłaty za posiadanie karty czy prowadzenie konta.

  14. TU NIE CHODZI O KREDYTY WE FRANKACH BO KTO DOSTAŁ FRANKI WIADOMO ALE CHODZI O UMOWY W KTÓRYCH KREDYTOBIORCY DOSTAWALI DO DYSPOZYCJI ZŁOTÓWKI I TAK JEST WPISANE W UMOWACH I W UMOWACH NP. Z 2008 ROKU JEST DODATKOWO ZAPISANE PARAGR.1 PKT 2 ŻE WYPŁACONE SA ZŁOTÓWKI INDEKSOWANE W CHF NA DZIĘ WYPŁACENIA ZŁOTÓWEK A NIE MA ZAPISU ZE W PRZYSZŁYCH RATACH BĘDZIE TRZEBA SPŁACAĆ WE FRANKU KAŻDY NORMALNY SĘDZIA TE UMOWE ZANEGUJE I PANSTWO POWINNO TO WYJAŚNIĆ A NIE LUDZIE

      1. Pani Grzegorzu widze, że Pan sie uparł, ” po co podpisywał” ja tez podpisałem umowe na 94500 chf a wy przeliczyliśmy po kursie i wypłacił 9360 chf skoro w umowie ma tyle to nadwyżkę powninni przelać do mnie na konto ale nie bo wystarczyła mniejsza kwota by pokryć resztę wplaty u dewelopera.
        Trzeba torche kntruktywnej retoryki a nie po co podpisywał szanuje zdani każdego nawet jak jets inne nawet bardziej gdyz ktos ma odwagę mowić co myśli a wiele osob nie chce mowić woli czekać aż ktos za nich powie.

  15. Panie Grzegorzu, w zasadzie ma Pan rację, że państwo nie powinno wspierać finansowo „frankowiczów”, ale błędne jest twierdzenie, że odpowiedzialność ponoszą tylko kredytobiorcy. Trybunał Sprawiedliwości UE oraz UOKiK i sądy w naszym kraju stwierdziły np., że liczne postanowienia umów rażąco naruszały interesy konsumentów i kształtowały ich prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami (klauzule abuzywne).Moim skromnym zdaniem aktualnie „frankowicze” (ja do nich się zaliczam) nie mają specjalnego powodu do biadolenia, raty spłaty są na poziomie „złotówkowiczów”, problemem jest natomiast radykalny wzrost zadłużenia (ale wahania kursu przypominają ruchy wahadła i należy mieć nadzieję, że wahadło zacznie się odchylać w drugą stronę). Uważam , że banki nie są również w dobrej sytuacji gdyż oprocentowanie nie jest dla nich korzystne (w moim przypadku wynosi (1,57-0,75) 0,82%, co może nie pokrywać kosztów obsługi kredytu, a przy dalszym obniżeniu liboru (czego nie można wykluczyć), może się zbliżyć do 0%, co by spowodowało ewidentną stratę banku. Bankowcy się naradzają, bo dostrzegają ten problem i chyba krzywdy nie dają sobie zrobić. Żeby zabezpieczyć się przed bardzo wysokim ryzykiem („frankowiczów” i banków) konieczne staje się moim zdaniem przewalutowanie akceptowalne przez każdą ze stron umowy. Od kilkunastu lat rynki finansowe idą w złym kierunku, coraz więcej jest spekulacji(ocenia się, że >90% transakcji, to transakcje spekulacyjne). W coraz większym stopniu sektor finansowy rządzi całym naszym życiem. Obecnie coraz częściej duże fundusze grające na rynkach określają ceny (kursy), a popyt i podaż do nich się dostosowują. Niektórzy taką sytuację na rynkach określają jako kasynową wersję gospodarki rynkowej (kapitalizmu).

    1. Oczywiście rozwiązanie kwestii prawnych tych kredytów jest ważne, ale mój tekst miał głównie na celu wskazanie tego, że większość frankowiczów jest zdania iż skoro od początku mieli raty dużo niższe niż kredytobiorcy w złotówkach to tak powinno być zawsze i im się to należy. Pan się do tego grona nie zalicza i potrafi stwierdzić, że kurs waluty jest zmienny i równie dobrze za kilka lat znów raty mogą być o wiele niższe. Tylko, że straszne jest to, że ludzie podchodzą do tego tak, że im się to należy i koniec.

  16. Pani Grzegorzu oraz zacni inni „komentatorzy”. Zachowujecie się jak „eksperci” od katastrofy smoleńskiej. Na wszystkim się niby znacie, a nie przeczytaliście ani jednej umowy kredytowej tzw. „frankowicza”. Gdybyście sobie taki trud zadali, to może byście nie pisali takich bzdur, że trzeba się zadłużać w walucie, w której się zarabia itp. Otóż WSZYSCY „frankowicze” zaciągnęli kredyt w walucie jakiej zarabiają, czyli w złotówkach i na tym właśnie polegał przekręt banków. W każdej umowie jest wyraźnie napisane, że bank udziela kredytu w wysokości …… ZŁOTYCH, a nie FRANKÓW. Spłata tylko miała być indeksowana kursem franka, a kredytobiorcom (i jak widać z Pańskiego tekstu nie tylko kredytobiorcom) wmawiano i wmawia się nadal, że wzięli kredyt we franku. Gdyby nie był to przekręt, to by teraz banki wszystkich spraw w sądzie nie przegrywały. Oferowane różne pseudo-pomysły dla „frankowiczów” to nie jest żadna próba pomocy kredytobiorcom, tylko bankom. Wkrótce ruszy lawina pozwów zbiorowych i z „banksterów” poleje się krew. Skoro tak ochoczo wygłaszacie zatem opinie, że „widziały gały co brały”, to rozumiem, że równie ochoczo wkrótce mówili bankom: „widziały gały co dawały”.

    1. Skoro Pan uważa, że kredyt we frankach to to samo co w złotówkach, to dlaczego ludzie ludzie tak się rzucili na ten we frankach. Przecież wiedzieli, że otrzymają złotówki a nie franki? Poza tym nawet gdyby wtedy bank wypłacił im franki, to i tak musieli w kantorze wymienić je na złotówki, ponieważ żyjemy w Polsce i zakupów dokonujemy w złotówkach. Tej wymiany dokonaliby to ówczesnym kursie czyli niższym niż teraz. Na to samo więc wychodzi.

  17. #jhook
    Jako „frankowicz” mam wyraźnie zapisane w umowie, że bank udziela kredytu w wysokości …. CHF (denominowany). Pańskie twierdzenie, że był to „przekręt banków” nie jest uprawnione, ponieważ banki również nie przewidziały, że może zaistnieć sytuacja dla nich niekorzystna. Nie przewidziały mianowicie, że libor może być ujemny, co może spowodować (i powoduje), że oprocentowanie kredytów zbliża się do O% (banki zarabiają na oprocentowaniu). Który bank, gdyby miał tego świadomość (gdyby przewidział)zdecydował by się udzielać takich kredytów? Obecna sytuacja nie jest korzystna również dla banków nie tylko dlatego, że niewiele (albo nic) nie zarabiają ale również dlatego, że zabezpieczenie hipoteczne nie pokrywa zadłużenia. To, że banki przegrywają w sądach wynika z faktu, że niektóre zapisy w umowach sądy uznają jako abuzywne a nie ze względu na przekręty. Można się również dopatrywać pozytywnych aspektów obecnej sytuacji zarówno dla „frankowiczów” jak i dla banków, mianowicie walorów edukacyjnych – nauka może być stosunkowo kosztowna (dla kredytobiorców i banków).

  18. To są takie jałowe dywagacje na temat czegoś, o czym się nie ma pojęcia.

    Grzegorz przejrzałem Twoją stronę i na siłę próbujesz robić z siebie kompendium wiedzy, gdzie doświadczenie życiowe, popełnione błędy, przeżyte chwile i multum innych rzeczy wpływających na wypowiedzi i na porady, a co gorsza osądzanie innych, które to również można tutaj znaleźć, masz na bardzo niskim poziomie.

    Podejrzewam, że ledwo udało Ci się z domu rodzinnego wyjść (albo co gorsza jeszcze nie), czerpiesz swoje doświadczenia na przeżyciach innych osób – rodziców, babci, może starszych kolegów. Niestety one nie są Twoje, co tutaj na tej stronie widać. Nie musiałeś podejmować jeszcze w życiu żadnych trudnych decyzji – najtrudniejszą był wybór studiów. Powinieneś więc powstrzymać się przynajmniej od oceniania innych ludzi. Jak na razie nie oddałeś za wiele do społecznej kasy, żeby głośno krzyczeć, że idzie to z Twoich pieniędzy, nie byłeś w sytuacji jak „frankowicze”, którym odmawiano kredytów w PLN pomimo sporych zarobków. Nie wszyscy byli cwaniakami – cwaniaki z reguły już swoje kredyty w CHF pospłacali dawno. Na rynku zostali ludzie, krótko ujmując, wyruchani przez system działający w tym kraju, który sztucznie nadmuchał balon, podciągnął oprocentowania kredytów w PLN do niebotycznych rozmiarów, aby niewielu było na nie stać i z przyzwoleniem ówczesnej władzy wciskał to ludziom, WIEDZĄC co się wydarzy i ile na tym zarobią!

    Nie powielaj tych schematycznych i oklepanych cytatów: wiedzieli co robią, niech odpowiadają za swoje itp, bo jak „frankowicze” podpisywali swoje umowy, Ty jeszcze pierdziałeś w pieluchę (przepraszam za zwrot) i NIE MASZ najmniejszego pojęcia o tym jaka była wtedy sytuacja na rynku finansowym.

    Historycznie te wszystkie gadki można sobie, przepraszam znowu za zwrot, w dupę wsadzić, bo to jest tyle samo warte, co ocenianie z pryzmatu dzisiejszych czasów Powstańców Warszawskich!
    Robisz dopiero mgr’a, ale jakąś wiedzę TEORETYCZNĄ już masz.
    Zastanów się więc (zostawiam to do Twoich przemyśleń – możesz tutaj tego opisywać), co wydarzy się, jeżeli Rosja podbije Ukrainę i zostanie naszym sąsiadem. Co wydarzy się jeżeli nawet to się nie stanie, ale nowa władza, która dojdzie do koryta na jesieni nie spodoba się „Prezesom Banków”, Unii itp, a spekulanci, podobnie jak to miało miejsce na Węgrzech, zmiotą naszą walutę do poziomu śmiecia (czyli CHF wskoczy na powiedzmy 7PLN)!

    Czy wiesz co się wtedy wydarzy? Czy może pomóc Ci zrozumieć ideę problemu i mniejszego zła teraz aniżeli może się wydarzyć w przyszłości. Wolę dopłacić z „moich” pieniędzy i podatków teraz (chociaż nadal uważa, że władza powinna ten problem zrzucić na banki, które „legalnie” oszukiwały ludzi), niż za 2 lata kiedy dziura w budżecie z powodu narastającej ilości bankrutów spowoduje, że gospodarka padnie całkowicie.

    Zastanów się nad tym, bo jak widać niewiele jeszcze rozumiesz i powielasz niepotrzebnie slogany z for Interii czy Onetu.

    Znam taki fajny paradoks, który tu idealnie pasuje: Im więcej samobójców, tym mniej samobójców :)

    Pozdro Grześ!

    1. Śmieszne jest osądzanie kogoś tylko ze względu na wiek. Co do mniejszego zła sam nie wiesz o czym mówisz. Jeżeli złoty by się tak osłabił to nie uratowałaby go nawet pomoc frankowcom. Jak już wielokrotnie pisałem należy ponosić konsekwencje swoich decyzji. Dlaczego ktoś kto nie wziął kredytu nie otrzyma żadnej pomocy od państwa w celu usamodzielnienia się? Są lepsi i gorsi?

  19. Nie ze względu na wiek, a na doświadczenie, którego nie posiadasz. Czytaj ze zrozumieniem.
    Tu nie chodzi o ratowanie złotego, a o ratowanie rynku! Drugi raz powtórzę, czytaj i włączaj myślenie.
    Jeżeli PLN spadnie do śmieciowego poziomu, to rykoszetem oberwą i złotówkowcy i oszczędzający (więc również Ty).
    Nie ma lepszych i gorszych. Frankowcy nie chcą Twojej pomocy o czym cały czas Ci tutaj piszą, a czego Ty nie chcesz, albo nie potrafisz zrozumieć. Zostali naciągnięci na lewy produkt, którego teoretycznie nie powinno być nawet na rynku – i za to mogą podziękować KNF.
    Pytanie tylko, dlaczego do Rodziny na Swoim, czyli de facto kredytobiorcom złotówkowym, musze dopłacać ja ze swoich podatków? Co gorsza nie dopłacam im, a oddaję swoje podatki do banków, które wyjdą na plus i dostaną pełną kwotę! Dlaczego taka propozycja nigdy nie powstała dla Frankowiczów …? Kto się bał tego co się wydarzyło?

    Grześ, ja mam w dupie kredyty, nie mam ani franka ani w złotówkach, ale przestań w końcu powielać te teksty o konsekwencjach i decyzjach. Jeżeli Państwo byłoby ukierunkowane na dobro swoich podopiecznych, czyli nas – Polaków, to nie pozwoliłoby aby pełny zakres odpowiedzialności za kredyty walutowe spoczywał TYLKO i WYŁĄCZNIE na kredytobiorcach! Kredytodawca powinien współodpowiedzialny za to co się wydarzyło, a koszty powinny zostać rozłożone na dwie strony!

    Więc nie krzycz tak głośno, bo jeszcze Cię życie doświadczy, nawet jak będzie Ci się wydawało tak jak teraz, ze wszystkie rozumy pozjadałeś. Pomoc dla frankowiczów to kropla w morzu tego, ile Państwo wpompowało w pomoc dla górników, służb mundurowych i wszystkich tych co na Państwowym garnuszku potrafią krzyczeć pod sejmem i palić opony. Więc może bądź sprawiedliwy i doświadczony i wypowiedz się jasno, że nie chcesz żeby z Twoich przyszłych podatków i składek kłaść na darmozjadów.

    Niestety aby zrozumieć sytuację tych co brali kredyty we frankach, musiałbyś być w tamtych czasach, teraz tak jak napisałem wcześniej – krzyczeć możęsz sobie najgłośniej, ale najrozsądniejszym wyjściem jest usunięcie kredytów walutowych z rynku, dopóki jeszcze gospodarka to wytrzymuje, później będzie za późno i znowu będziesz mądry po fakcie i będziesz oceniał, że rząd zrobił źle, bo nie przewalutował.

    Myślenie perspektywicznie – to jest przyszłość, której brakuje politykom i której jak widać na studiach też nie uczą. Węgry są naprawdę bardzo dobrym przykładem tego, w jaki sposób pomimo lobbingu najwyższych władz innych Państw Unii, zrobić po swojemu, uratować kraj przed bankructwem i do tego byc liczącym się graczem w Europie. Jeżeli takie będzie Twoje i nowego, nadchodzącego pokolenia podejście – nie, bo nie, nadal będziemy sługusami pracującymi za najniższą wypłatę w całej Europie. Żrącymi się na każdym kroku i nie rozumiejącymi co się wydarzy w najbliższej przyszłości.

    I nie pisz mi też, że nie dostałeś nic od Państwa. Dostałeś naukę za darmo, pewnie jesteś na studiach dziennych. Dostałeś opiekę lekarską, za którą JA płacę, pomimo, że z niej nie korzystam, bo mam prywatną. Jakby rodzice mieli zapłacić takie czesne jak są na zachodzie czy w USA, to teraz szukałbyś pracy przy łopacie albo na zmywaku, bo niewielu byłoby stać na dalszą edukację.
    Nie pisz więc bzdur, że Ci Państwo nie pomaga – trochę pokory i uświadomienia sobie z czego korzystasz, a na co nie wydałeś do tej pory ani grosza!

    1. I tu się mylisz. Płacę za studia z własnych, zarobionych pieniędzy. Pracuję od 5 lat, mimo, że mógłbym studiować dziennie to wolałem ten czas przeznaczyć na zdobywanie doświadczenia. W związku z tym opłacam wszystkie składki, a co za tym idzie dokładam się do budżetu państwa. Piszesz o dopłatach do górników itp. Gdybyś uważnie przeczytał moje teksty to wiedziałbyś, że to również mi się nie podoba. Odsyłam do tekstu Rzeczpospolita strajkowa – http://www.finansemlodegopolaka.pl/rzeczpospolita-strajkowa

      Pracuje właśnie z ludźmi, którzy uważają, że wiele im się zwyczajnie należy. Że nie mając kwalifikacji oraz chęci do pracy powinni zarabiać więcej. Tak samo jest z frankowcami, którzy uważają, że im się należy pomoc.

      1. Zacytuję Cię: „Tak samo jest z frankowcami, którzy uważają, że im się należy pomoc.”
        To teraz zadam pytanie dość podchwytliwe, możesz na nie odpowiedzieć tylko i wyłącznie na podstawie wpisów tutaj pod twoim tekstem: Uważają, że jaka pomoc im się należy? Finansowa czy prawna aby Państwo wywiązało się ze swojego obowiązku i stanęło w obronie konsumenta?
        Czy ta pomoc „prawna” coś Cię kosztuje?

        Wszędzie jak wół, każdy „frankowicz” pisze, że nie chce od Was krzykaczy żadnej pomocy finansowej. Chce spłacać w spokoju, ale wymaga od państwa aby przyjrzało się, czy:
        1. Banki kupowały franki i zadłużały się faktycznie we franku
        2. Czy uczciwe jest, że tylko konsument ponosi ryzyko kursowe
        3. Dlaczego w umowach zawarto wpisy, które jak się okazało z biegiem czasu działają na niekorzyść klienta

        Tylko tyle i aż tyle.

        1. Pomoc prawna mnie nie kosztuje. Nie da się powiedzieć, że wszyscy domagają się pomocy finansowej czy tylko pomocy prawnej, ponieważ jak wiadomo w tak dużej grupie opinie są różne. Jednak dużo osób chciałoby także pomocy finansowej. Jeżeli jesteś w temacie to o tym wiesz i nie udawaj, że takich komentarzy nigdzie nie widziałeś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.