lenistwo frankowiczów

O hejtowaniu i lenistwie na przykładzie kredytobiorców we frankach

Do napisania tego artykułu skłoniły mnie negatywne komentarze pod moim poprzednim tekstem dotyczącym kredytobiorców we frankach – o pomocy kredytobiorcom we frankach raz jeszcze. Jak wiadomo moje zdanie na temat sytuacji, w której się znaleźli jest dla nich negatywne, ponieważ uważam, że sytuacja ta stanowi konsekwencję ich decyzji i teraz powinni je ponieść, tzn. radzić sobie z sytuacją na rynku walutowym bez państwowej pomocy. Od tamtego momentu cena franka szwajcarskiego spadła, w związku z tym hejterów również mniej. Jednak nie o tym teraz chcę napisać.

Otóż organizacja Pro Futuris przedstawiła frankowiczom sposób na skuteczną walkę z bankami, które nie godzą się na przewalutowanie ich kredytów po kursie obowiązującym w dniu podpisania umowy kredytowej. Walka ta miała polegać na zabraniu tym bankom swoich pieniędzy poprzez likwidację kont osobistych i lokat, a następnie przeniesienie ich do innych banków. Byłoby to skuteczne, ponieważ odpływ środków na tak szeroką skalę sparaliżowałby normalne funkcjonowanie banku, który musiałby ugiąć się przy żądaniach kredytobiorców we frankach. Ci w terminie spłacaliby raty, ale odcięli banki od wszystkich oszczędności.

W tym momencie po raz kolejny na jaw wyszło lenistwo frankowiczów, którzy nie podjęli próby. Pierwszy raz ujawniło się, gdy podpisywali umowę kredytową nie prześwietlając jej dokładnie. Nie sprawdzili wtedy czym jest ryzyko kredytowe, nie przeczytali opinii prawdziwych ekspertów. Przez brak inicjatywy i chęci działania poszli na łatwiznę powierzając kilkadziesiąt lat swojego życia doradcom kredytowym, którzy w ich oczach byli ekspertami i mieli wykonać wszystkie działania za nich. Kredytobiorca złożył tylko podpis i sprawdził stan konta. Tyle, że doradca w banku nie jest ekspertem, a jego zadaniem jest wywiązanie się  z planu sprzedażowego, tak jak sprzedawca obuwia musi sprzedawać buty. Ale skoro w banku i telewizji reklamują, że coś jest korzystne to po co sprawdzać?

W momencie zaciągania kredytów we frankach nikt nie próbował negocjować warunków w banku. To przecież wymagałoby wysiłku i wiedzy, której zdobycie kosztuje sporo czasu. Lepiej było cieszyć się niższymi ratami i tak jak wielu (nie wszyscy) drwić z kredytobiorców w złotówkach, że przepłacają i są „frajerami”. Przecież kredyt we frankach to niższa rata, niższe odsetki, a wartość nieruchomości ciągle rośnie. Nie pamiętam sytuacji, w której ktoś wtedy protestował, że bank go oszukuje, umowa jest niezgodna z prawem. Nikt nie mówił, że są to lichwiarskie warunki. Wszyscy się cieszyli, a przecież warunki były te same.

Lenistwo stanowi również przyczynę, przez którą do tej pory wielu „niezadowolonych i oszukanych” pozwala zarabiać bankom więcej niż to konieczne. Banki zarabiają na wysokich spreadach, ponieważ leniwym nie chce się samemu dokonać wymiany waluty. W dobie kantorów internetowych, aby dokonać takiej operacji nie trzeba nawet wychodzić z domu, a czynność trwa kilka minut. W zależności od wysokości kredytu pozwala to zaoszczędzić kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych rocznie. Nie zrobi tego za nas jednak państwo.

Po ostatnich wzrostach kursu franka szwajcarskiego odbywały się w kraju pikiety frankowiczów. Nie były jednak one liczne, ponieważ po raz kolejny ujawniło się lenistwo. Po co marznąć i tracić czas, skoro lepiej usiąść przed komputerem i w komentarzach narzekać jak to jest nam źle. Przynajmniej ciepło, a i na facebooka można zajrzeć.

Propozycja organizacji Pro Futuris nie mogła się przyjąć, ponieważ jakże męczące jest przeniesienie konta, ustawienie nowych poleceń zapłaty, poinformowanie pracodawcy o nowym nr rachunku czy zapamiętanie nowych kodów PIN i danych do logowania. Na samą myśl się odechciewa i lepiej już płacić wyższe raty i narzekać w internecie.

Oczywiście banki zdają sobie sprawę z lenistwa Polaków i nie mam tu na myśli wyłącznie frankowiczów. Dowodem na to niech będą ciągłe zmiany regulaminów i cenników opłat w trakcie trwania umowy. Przecież i tak mają pewność, że większość osób posiadających konto, nie zdecyduje się na przejście do konkurencji mimo wzrostu opłat czy pogorszeniu warunków. Liczba Polaków, która zmienia raz założone konto bankowe jest naprawdę niewielka, mimo ciągłych zmian warunków. Gdyby tak nie było to klienci zmienialiby bank, za każdym razem, gdy dostaliby korzystniejszą ofertę.

Podobne

O Autorze 

Finansista, który pokazuje ludziom na co zwrócić uwagę w kontaktach z bankiem czy ubezpieczycielem, czyli jak świadomie poruszać się w świecie finansów.